Myśli z karmnika dla ptaków #2 – Dziwne życie Gniewosza

Grę nabyłem z powodu tandemu firm Square Enix oraz DONTNOD Entertainment, które wcześniej zrealizowało dla Capcomu opisywane przeze mnie Remember Me. Byłem na tyle zafascynowany poprzednią przygodą, że postanowiłem sprawdzić dokąd ci twórcy zmierzają w kolejnych swoich projektach. Nadmienić należy, że gra opiera się na tych samych mechanizmach co produkcje wydawane przez innego twórcę – Telltale Games, czy Quantic Dream – gry polegające na opowiadaniu historii, którą sami kształtujemy na podstawie naszych wyborów (bez wyzwań zręcznościowych, ot rozbudowany film interaktywny – tego typu gry są przystępne nawet dla osób nie mających żadnego doświadczenia).

 

O ile Telltale Games tworzy pozycje dla szerszego grona (ostatnio zrealizowane The Walking Dead, czy The Wolf Among Us) i opiera się raczej o sprawdzone popularne schematy w stylu opowieści o Zombie, itp., o tyle Square Enix wg. mnie wykracza dalej – ich historie są bardziej oryginalne i niekoniecznie celują w gusta większości, często poruszając ciekawe problemy, bazując na swoich własnych pomysłach. Tak przynajmniej zakładałem, a co przyniesie nam opowiedziana historia i czy spełni moje oczekiwania – tego dowiecie się z dalszej częsci tekstu.

 

Opowieść, czy jak kto woli gra podzielona została na 5 epizodów i sprzedawana jest pojedynczo lub w pakiecie. Główną bohaterką Life is Strange jest Max Caulfield (swoją drogą fajnie, że każda istotna postać w grze ma swój opis i charakterystykę dostępną w „kartotece”). Max od zawsze chciała zostać fotografem i w ten właśnie sposób ma zamiar spełniać się w przyszłości (zachowujący przy tym bezpieczny dystans od wszelkich niebezpieczeństw). Protagonistka jest osiemnastolatką, która studiuje fotografię w Akademii Blackwell. Jej mentorem i nauczycielem jest Mark Jefferson.

 

ff746cf742bfa35f145b2456792b28d623f56bf0

 

W związku ze swoją pasją Max ma wziąć udział w konkursie „Codzienny Bohater”. Główna bohaterka ma też przyjaciółkę Kate Marsh (jedną z niewielu), której chce pomóc, bo ta zaangażowała się w kilku religijnych grupach i nawołuje do życia w czystości, a konkretnie do pełnej abstynencji. Tak czy inaczej sprawia wrażenie nieobecnej, a jej żywot raczej przypomina egzystencję aniżeli świat młodej, pełnej życia osoby.

 

Główną konkurentką Max jest natomiast Victoria Chase, prymuska z bogatego domu, która próbuje przypodobać sobie Marka Jeffersona. Ona również stara się o zwycięstwo we wspomnianym konkursie. Należy do osób, które uważają że każdego można kupić lub uwieść. Początek gry dzieje się w szkole i jak to bywa w tego typu fabułach wydarzenia szybko nabierają tempa.

 

Gra stara się przywiązać nas do głównej bohaterki, możemy sprawdzić jej zapiski w pamiętniku, poznajemy jej miejsce zamieszkania, a przez to rodzinę, znajomych na zdjęciach, itp.Od samego początku jesteśmy stawiani przed koniecznością dokonywania wyborów naszego zachowania. To również typowy zabieg wiążący nas z głównym bohaterem.

 

Co mołem stwierdzić już na samym początku to fakt, że w moim przypadku wybór jest zgodny z moim sumieniem. To w zasadzie ciekawe spostrzeżenie, bo po prostu pomimo świadomości, że mam do czynienia tylko i wyłącznie z grą, w dalszym ciągu nie potrafię przybierać zachowań niezgodnych z moim charakterem.

 

1119913a54a446f27607be2b0d3f50b2

 

Jak już wspominałem w trakcie rozwoju sytuacji poznajemy przeszłość Max, to jak wyglądała jej młodość, czy nawet dzieciństwo – przynajmniej w jakimś ograniczonym stopniu. Przy okazji poznajemy całe środowisko, które ją otacza – w tym mniej lub bardziej sympatyczne osoby.

 

Więcej z fabuły tutaj nie zdradzę, aby nie psuć zabawy, ale na chwilę obecną wygląda to na opowieść snutą przez nastolatkę, która nie do końca potrafi odnaleźć się w rzeczywistości. Do tego opowieść przyprawioną dość sporą dawką nie do końca realnych „sytuacji”. Po pierwszym epizodzie raczej polecam czekać na kolejne odcinki i opinie na ich temat, bo niestety całość nie zapowiada się najlepiej i jeżeli szukacie głębszego dna, to w przypadku tej produkcji należy liczyć się z czymś bardziej prozaicznym.

 

Life is Strange może dostarczy odbiorcy wrażeń, ale nie jest niczym więcej niźli historyjką wymyśloną na potrzeby gawiedzi oczekującej kolejnego tytułu z tej samej serii, których coraz więcej jest na rynku. Po pierwszym epizodzie nic nie zapowiada żebyśmy odnaleźli w fabule coś co stawiałoby ten tytuł ponad inne skierowane do szerszego odbiorcy. Historia oczywiście sugeruje “poważniejszą” tajemnicę, ale ta zagadka nieszczególnie mnie przekonuje.

 

Jeżeli miałbym podsumować pierwszy, jedyny na razie dostępny, epizod biorąc pod uwagę solidnie wykonaną, ale nie wyróżniającą się niczym specjalnym grafikę, dobry podkład muzyczny i opowiedzianą do tej pory historię, gra spełniła moje oczekiwania zaledwie w 50%. Jest to po prostu kolejna produkcja, którą stworzono na podłę rozpropagowanego przez Telltale Gamessposobu opowiadania historii, nie wnosząca nic godnego większej uwagi. Ponieważ zamierzam prześledzić historię do końca, jak tylko będę bogatszy o kolejne doświadczenia, nie omieszkam się nimi ponownie podzielić.

  • Arkadiusz Ogończyk

    pisanie o LiS bez wspominania o manipulacji czasem jest podejrzane

    • Proszę mi wybaczyć, że nie wspominałem o manipulacji, ale uznałem to za psucie niespodzianki (czy jak kto woli spojler). Bardziej interesował mnie aspekt artystyczny gry i jej oryginalność.

      • Arkadiusz Ogończyk

        normalnie bym się nie czepiał tej „tajemnicy” ALE 1) to jest USP tej gry 2) od pierwszego zwiastuna jest tym reklamowana. przecież cofanie czasu pojawia się w pierwszych 10 minutach gry kilka razy.

        • Tak, przyjmuje uwagę, słusznie, ale.. Może wyjdę od tego, że chciałem napisać coś od siebie, ogólnie – materiałów promocyjnych wcześniej nie oglądałem. Ponadto tekst pisałem na świeżo prosto z rozgrywki, nie znałem żadnego innego tekstu na ten temat i najważniejsze były moje własne wrażenia, przeżycia – zresztą nie chciałem kopiować tego co już było dostępne w innych serwisach zagranicznych, tudzież polskich. Jak wspominałem byłem zainteresowany grą z uwagi na ogromne wrażenie jakie zrobiło na mnie Remember Me od tego samego studia, i nie chodzi o mechanikę i całą resztę technikaliów. Po prostu twórcy kupili mnie w przypadku tamtej produkcji historią i tym jak ją mi zaprezentowano – oprócz frajdy miałem poczucie niesamowitej satysfakcji po zakończeniu przygody (coś co zmienia Twoją perspektywę i inaczej patrzysz na świat, może nie aż tak jak to się dzieje po obejrzeniu filmu, ale to było prawie to coś, coś czego w świecie gier praktycznie się nie spotyka). Tego szukałem grając w pierwszy epizod Lis, ale w tym przypadku na razie odczucia/przeżycia są na średnim poziomie, chociaż nie wykluczam że na końcu mogę zmienić zdanie ponieważ historia jest otwarta i nie wiemy co będzie dalej, ale na większa refleksję się nie zapowiada.

    • To my cofnęliśmy czas i usunęliśmy wszystkie uwagi na temat cofania czasu 😉