Domina – recenzja czytana

Prez dostarcza kolejną fenomenalną recenzję w formie opowiadania, ale tym razem możecie jej również posłuchać! Oto pierwsza recenzja czytana – Cooldan.

Mój ojciec nigdy nie miał smykałki do interesów. Nigdy w życiu nie podjął dobrej decyzji. Doprowadził ludus do ruiny i teraz, u schyłku swoich lat, oddaje mi pełne prawo do władania całym rodzinnym dobytkiem. Nie był to dobry okres dla Imperatora, który obawiając się rebelii, postanowił odwrócić uwagę ludu organizując wielkie igrzyska, które potrwają rok i wyłonią czempiona Rzymu, przy okazji napełniając do pełna sakwy wszystkich, którzy zdecydują się wystawić do walk swoich gladiatorów.

Kiedy zostałam mianowana dominą, ludus był w ruinie. Na placu, bez ładu i składu, trenowało trzech chuderlawych niewolników. Jednak wieści o mojej nowej pozycji szybko się rozeszły. W Rzymie ściany mają uszy. Stary, wysoki mężczyzna o ciele pełnym blizn, zapukał do mych bram kilka dni później. Był Doctore mojego ojca, ale odszedł, kiedy ludus popadł w ruinę. Teraz wrócił, oferując mi pomoc w przywróceniu tego miejsca do jego dawnej chwały. Nie mogłam odmówić.

Doctore trenował gladiatorów i uczył ich kolejnych zdolności, takich jak lepsza obrona, atak podczas przewrotu, czy ucinanie kończyn przeciwnikom. Wraz z rozwojem potrafił również nadawać swoim podopiecznym jedną z trzech specjalizacji – Murmilla (dzierżący dwa miecze), Thraex (miecz i tarcza) oraz Retiarius (włócznia i sieć). Niestety przed pierwszą walką nie było czasu na trening i musiałam wybrać, którego z gladiatorów wystawię na arenę. Priscianus nie był doświadczony, ale nabyłam go wraz ze zbroją, tarczą i drewnianym mieczem. Kiedy rozpoczęła się walka, drżałam ze strachu, jednak niepotrzebnie. Priscianus pokonał swojego oponenta, zabijając go drewnianym mieczem – było to nie lada osiągnięcie.

Pierwszy sukces nic nie oznaczał. Miałam przed sobą długą drogę i miesiące pełne krwi, potu i łez. Oczywiście nie moich. Pierwsze walki odbywały się bardzo często, nie było więc czasu na porządny trening. Jako drugiego, wystawiłam na arenę Attiusa. Zginął szybko i bezboleśnie, a ja dostałam za to marne grosze – nie starczyło nawet na zakup nowego niewolnika. Na szczęście w moim ludus pojawił się sędzia Nero Atro Archias, a także legat Septinus Manertinus – od tej pory musiałam zręcznie lawirować pomiędzy oboma panami, przekupując ich winem i robiąc dla nich drobne przysługi. Od ich przychylności zależał mój sukces. Mogli też oni wesprzeć moich gladiatorów złotem, przejmując nad nimi patronat.

Walki odbywały się co kilka dni. Mogłam organizować też swoje imprezy, a także wysyłać gladiatorów na podziemne walki, gdzie poziom przeciwnika nie był znany i często ryzykowałam życiem moich niewolników, jednak złoto, które tam zarabiałam, było warte ewentualnych strat. Doctore trenował wojów sam, ale miałam wpływ na to, co dany mężczyzna ma trenować – siłę, obsługę broni, wytrzymałość i tak dalej. Ponadto Doctore rozwijał kolejne specjalne zdolności wszystkich walczących. Mój sukces zależał jednak nie tylko od Doctore i jego gladiatorów. Musiałam zatrudnić lekarza, który uzdrawiał wojów po walce, a także opracowywał nowe medykamenty. Zatrudniłam również panią architekt, która rozbudowała ludus i zapewniła możliwość wytwarzania surowców na miejscu. Jeżeli jednak czegoś brakowało, zawsze mogłam kupić wino, wodę i jedzenie na rynku. Nie były to duże pieniądze.

Nieoceniony okazał się również szpieg, który podpatrywał dla mnie sędziego i legata, a także organizował noce uciech dla moich niewolników. Kobiety podnosiły morale wszystkich, ale mogłam też nagradzać pojedynczych mężczyzn dodatkową monetą lub winem. Ich samopoczucie było najważniejsze – niektórzy próbowali uciekać lub błagali mnie o wolność. W domu czekała na nich żona z dzieckiem lub umierający ojciec. Nie obchodziło mnie to – im lepiej wyszkolony i wyposażony był gladiator, tym większe osiągał sukcesy. Wypuszczałam za to nowo wygranych niewolników, jeśli w ludus robiło się zbyt ciasno. Czasem, po przegranej walce lub uszczypliwości ze strony legata, kiedy wpadałam we wściekłość, kazałam zabijać niektórych nowicjuszy. Ale robiłam to rzadko, w końcu byłam dobrą dominą.

Żeby zostać dopuszczona do ostatniej, wielkiej walki, musiałam wygrać dziewięć imprez organizowanych w Rzymie. Były to najcięższe, najbardziej krwawe starcia. Na szczęście był Ruucius – mój czempion. Wyposażony w najlepszą broń i odziany w najmocniejszy pancerz był niepokonany. Mogłam wystawiać go kiedy tylko chciałam, pod warunkiem, że wyleczył rany z poprzednich starć. Jednak im był bardziej doświadczony, tym mniej ich otrzymał. W końcu zaczął odnosić zwycięstwa bez żadnego draśnięcia. Był niepokonany! Byli jeszcze Grillius i Constans. Oni też dobrze walczyli. Constans prosił mnie kiedyś o wolność, ale odmówiłam, oferując w zamian dziwki, wino i złoto. Już więcej nie prosił o nic, a walczył dzielnie do samego końca.

Na krótko przed wielkim finałem, straciłam Grilliusa w pokazowej walce, którą sama zorganizowałam. Przez całą walką miał kompletną przewagę nad przeciwnikiem i zabrał mu prawie całe życie, ten jednak ostatecznie wygrał w ostatniej chwili, wyprowadzając serię kilku bardzo mocnych cięć. Głowa Grilliusa potoczyła się po piasku, plamiąc go czerwienią. Byłam wściekła! Brakowało mi złota. Odkryłam, że nie opłaca się wyładować mojej złości zlecając kolejne egzekucje. O wiele lepiej jest sprzedawać niewolników. Ci z orężem dostarczali całkiem sporo złota. Udało mi się uzbierać tyle, żeby dozbroić najbardziej doświadczonych gladiatorów. Zatrudniłam też barda, który swoimi melodiami wpływał na efektywność walczących.

Wielki finał zbliżał się dużmi krokami. W międzyczasie musiałam podjąć kilka decyzji – po wyjściu z teatru spotkałam sędziego wychodzącego z pobliskiego burdelu, ale nie doniosłam o tym jego żonie. Innego dnia do mojego ludus przyszli dezerterzy, którzy prosili o azyl. Napoiłam ich winem, sekretnie wzywając legata. Kiedy przybył z wojskiem, szybko aresztował tchórzliwych uciekinierów, a mnie nagrodził złotem. Byłam coraz lepsza w intrygach. Pewnego dnia zdarzył się cud – znalazłam lwa, który uciekł z klatki swoim właścicielom. Kazałam zabrać go na nasz plac treningowy i szkolić. Ryzykowałam wiele, bo lew mógł zaatakować moich niewolników. Nic takiego jednak się nie stało. Wystawiony do walk okazał się zabójczy, ale nie mogłam go leczyć – po kilku walkach zdechł.

Wygrałam wszystkie dziewięć imprez i zostałam zaproszona na wielki finał. Mój adwersarz z sąsiedniego ludus, który nie odnosił takich sukcesów jak ja, zaproponował transport dla mnie i moich gladiatorów – uznał, że należy nagrodzić mnie za moje osiągnięcia. Ofertę przyjęłam. Na arenę musiałam wystawić wszystkich swoich gladiatorów, a i tak brakowało mi jednego do kompletu. Przeciwnik miał przewagę liczebną, ale zwyciężyliśmy! Krew zaplamiła całą arenę, a na końcu przy życiu pozostało niewielu mężczyzn. Constans zginął, ale Ruucius przeżył. Był moim czempionem. Wielkim bohaterem. Kazałam darować życie gladiatorom, którzy się poddali w trakcie starcia. Miałam świetny humor. Cały Rzym należał do mnie!

Jakież było moje zdziwienie, kiedy po powrocie do domu okazało się, że mój sąsiad podstępem zaoferował pomoc, a tymczasem, kiedy moi niewolnicy ginęli na arenie, przejął władzę nad moim ludus, wmawiając sędziemu i legatowi, że spiskowałam przeciw nim. Odebrano mi władzę, majątek i moich niewolników. Zostałam skazana na śmierć z rąk gladiatorów na arenie. Kiedy stanęłam na rozgrzanym piasku, ujrzałam kilkunastu zabijaków, tylko czekających na sygnał od sędziego. Ten, ze względu na starą znajomość, postanowił dać mi szansę. Pozwolił na to, by ochotnicy stanęli po mojej stronie i wzięli udział w walce. Nie wiedziałam, czy ktokolwiek się zgłosi. Okazało się, że przyszli wszyscy mężczyźni, którym kiedyś darowałam wolność. Wtedy zrozumiałam swój największy błąd – wszyscy, których wypuściłam, byli niedoświadczeni i nieuzbrojeni. Ich dobre chęci nic nie dały. Gdy tylko rozpoczęła się walka, kilku z nich padło, a reszta uciekła w popłochu. Miecze gladiatorów zaczęły dosięgać mnie raz za razem. To był mój koniec. Umarłam na piaskach, na które sama wysłałam tylu ludzi.

Autor: Prez

Platforma: PC

Domina / Deweloper: DolphinBarn / Wydawca: DolphinBarn / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od twórców, studia DolphinBarn.

  • Krzysztof Pogłódek

    Super pomysl na recenzje! Tekst rodem ze starych magazynow o grach i do tego czytany przez obiekt westchnien kazdego czlonka GKNZAP. ;-p
    Przyznam, ze kompletnie inaczej wyobrażalem sobie ta gre. Teraz zupelnie zmienilem jej postrzeganie, trafila na whistliste.

  • Łukasz Dąbek

    Szczerze?
    Świetnie się tego słucha, może nawet skuszę się na ten tytuł.

  • Razer

    Brawo Prez, tzn Domina!

  • BIGPUN

    Grubo!

  • isaakPL

    Słucha się fantastycznie, szkoda że wygląda nie tak jak sobie wyobrażam