Dlaczego kocham E3

Napiszę to najprościej jak umiem: E3 jest najlepsze i nie warto psuć tego święta, wrodzonym czy nabytym brakiem wiary w cokolwiek co nowe, świeże, bez daty premiery. Tradycji jaką jest obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia w określony sposób przecież nie krytykujemy i z nowych skarpet jakoś potrafimy się cieszyć… ale z kolejnego Assassin’s Creed już nie.

Odsuńmy na bok ciężarówkę Coca-Coli, pogańskie drzewko i śpiewanie o dzwonkach. Podczas E3 dzieją się inne cuda – dla mnie są równie ważne co te, które zobaczyłem mając sześć lat, gdy chwyciłem pada po raz pierwszy. Zobaczyłem wtedy jak mój komandos biegnie z gołą klatą na wrogich żołnierzy, a gdy most na jakim toczyła się walka wybuchł i spadłem do oceanu, prowadząc resztę ostrzału z wody, nie byłem w stanie się pozbierać. Te emocje – które rozbudziła we mnie Contra – wciąż są podsycane, po to by przynajmniej raz w roku przekroczyć temperaturę lawy tryskającej z wulkanu.

E3 bez pasji nie miałoby sensu. Tym bardziej jest mi przykro kiedy obserwuję opinię tylu graczy niezadowolonych z targów, a co gorsze, ani trochę na nie nie czekających, nie mających przyspieszonego pulsu przez kilka ostatnich dni poprzedzających konferencje. Dla mnie to irracjonalne nie czekać na tak wielkie rzeczy… Ale może czas powtórzyć kilka powodów, za które E3 należy się tak wielkie uczucie.

Za to, że wolno marzyć

The Last Guardian miało być niespełnionym snem, o kontynuacji Nier nawet nikt nie śnił, Final Fantasy XV powinno nigdy się nie ukazać, Beyond Good & Evil 2 nazywano produktem dla #nikogo, Shenmue nie miało prawa powrotu. Wszystkie te gry zobaczyliśmy na E3, podobnie jak inne marzenia, o których w pewnych kręgach wstyd było mówić, by nie narazić się na śmieszność. A jednak najwytrwalsi fani dostają to, czego chcieli. I wiecie co? Moment kiedy Yoko Taro wyszedł na scenę konferencji Square Enix, by powiedzieć, że Nier Automata się robi, i to w kolaboracji z Platinum Games, to moment, który nie tylko ja będę długo pamiętać. Pół facebooka otrzymało wtedy ode mnie prywatne wiadomości w stylu „JEEEST”, a okrzyki radości na pewno było słychać na ulicy. Widzieć takie rzeczy na żywo to cudowna rzecz… zresztą, powtórzyłem to przy okazji BGE2.

Za twórców

Wciąż mam przed oczami skromność Murraya (No Man’s Sky), zdenerwowanie Sahlina (Unravel), czy też łzy Ancela (Beyond Good & Evil 2), przywitanie Kojimy i Death Stranding, muzykę do której wchodził na scenę Sony Yu Suzuki w 2015… Gry mają ludzką twarz dzięki E3. Nie chcę ciągu trailerów, chcę konferencji pokazujących kto tworzy najciekawsze tytuły i raz w roku to dostaję.

Za HYPE

Naprawdę, to uczucie na kilka chwil przed konferencją, gdy wiesz, że wszystko się może zdarzyć i te emocje, gdy kurtyna opada po ogłoszeniu czegoś niesamowitego, to najlepsze, co dzieje się w tej branży. E3 to ten czas w roku, kiedy hype jest jak najbardziej na miejscu.

Za faile

Nie ma E3 bez wpadek i bez montaży filmowych, które te wpadki składają w jeden podły film. Uwielbiam to, nie w sposób prześmiewczy a zwyczajnie dlatego, że tak jak pisałem wyżej, E3 to ludzie, a bez ich błędów cała ta ludzka twarz wydarzenia by gdzieś uleciała. Róbmy błędy jak najdłużej.

Za podcasty

Najlepsze podcasty to: Rozgrywka (!), te które wychodzą przy podsumowaniach roku i te, które wychodzą w okolicach E3. Uwielbiam kiedy nadchodzi czerwiec i wiem, że 8-4 odpali swój kultowy Hype Train, na GiantBomb będę mógł posłuchać choćby świetnej pogadanki z Philem Spencerem, a na Splitscreen dowiem się dlaczego tak długo pracuje się nad nowym South Parkiem od twórcy gry. Te wszystkie wywiady i wrażenia na gorąco są po prostu najlepsze – trudno mi zliczyć ile godzin „tracę” na ich słuchanie w okresie E3.

Za siedzenie do 3 w nocy dla Sony

Bo to piękna tradycja jest. A Twitter jest wtedy najlepszym miejscem ever.

Autor: Arkadiusz Ogończyk ~ Cascad