Divinity: Original Sin II

Pierwsza część Divinity: Original Sin ma średnią 87 punktów w serwisie Metacritic. I nie ma się co dziwić, w końcu belgijskie Larian Studios pokazało, że można zrobić bardzo dobrego „erpega” w rzucie izometrycznym, z wieloma możliwościami rozwoju naszych protagonistów, turowym systemem walki oraz bardzo dobrze opowiedzianą historią. Od czasu, w którym po raz pierwszy zagłębiłem się w Baldur’s Gate II, nie trafiłem na grę z gatunku, która tak bardzo przykuła by moją uwagę. Aż do ostatnich kilkunastu dni. Dni, podczas których prawie w ogóle nie spałem, piłem litry kawy i modliłem się, by szef nie widział mnie przysypiającego w pracy. W końcu udało mi się ograć drugą część Grzechu Pierworodnego. I do jasnej cholery, jak bardzo mi źle, że nie mam wystarczająco dużo czasu, by zagrać po raz drugi, wybrać innych towarzyszy i poznać ich historie, a także dokonać innych wyborów. Ech, ciężkie jest życie recenzenta-praktykanta… Dobra, koniec marudzenia nad swoim losem, zapraszam poniżej na serię ochów i achów.

Pierwszy plus – fabuła. Wielu recenzentów i graczy zarzucało jedynce, że historia staje się w pewnym momencie nudna. Tym razem jest o wiele lepiej. A dzieje się naprawdę wiele. Kilkukrotnie byłem świadkiem sytuacji, w której wybór z pozoru dobry i walka o lepsze jutro kończyły się całkowicie inaczej, niż bym tego chciał. Tylko, że efekt zobaczyłem dopiero po kilku godzinach, kiedy nie dało się już nic zrobić poza zbieraniem szczęki z podłogi. I to było fantastyczne. W tym świecie nic nie jest czarno-białe jak w jedynce. Odcieni szarości jest cała gama, a nasze wybory faktycznie coś znaczą. Oczywiście całość historii próbuje nam opowiadać narrator, który jak to w grach studia Larian, ma całkiem niezłe poczucie humoru. I jakby to wszystko zebrać do kupy, to otrzymujemy dojrzałą, poważną i poruszającą warstwę fabularną, którą śledzi się z zapartym tchem od początku aż do samego końca gry.

Drugi plus – świat. Gra jest naprawdę duża, a świat przedstawiony nie jest otwarty. Praktycznie każde miejsce kryje skarb, zapadnię, przełącznik, który dla masochistów jest idealny, bo otwiera drzwi na drugim końcu mapy. Są tu wreszcie ludzie, z którymi chce się rozmawiać. Każdy ma coś do powiedzenia i warto tego wszystkiego słuchać, bo wczuwamy się jeszcze bardziej w to, co dzieje się na ekranie. Zapomnijcie o pustce, bo gra wypełniona jest po brzegi wszystkim, czego bardzo dobra gra rpg potrzebuje. Skoro jesteśmy przy świecie, wspomnę o naszych towarzyszach (i nas samych przy okazji). Podróż możemy rozpocząć jako stworzona przez siebie postać lub wybrać jedną z sześciu przygotowanych przez twórców. Ja stworzyłem swojego krasnoluda, a trójkę pozostałych postaci dobrałem podczas pierwszych dwóch godzin zabawy. Dlaczego wspominam o tym akurat teraz? Ponieważ dzięki jednej z towarzyszek dotarłem w miejsce, w które w ogóle bym się pewnie nie wybrał. Każdy z przyjętych kompanów będzie miał nie tylko swoje zdanie w wielu kwestiach (możliwy jest również konflikt interesów i późniejsze opuszczenie przez takiego delikwenta naszej grupy), ale także zadania, które wcale fabularnie nie ustępują głównej historii. A to tylko wierzchołek góry lodowej, którą pod tym względem przygotowali dla nas autorzy.

Trzeci plus – rozwój postaci i ich umiejętności. Tutaj analogicznie jak w pierwowzorze, twórcy rewolucji nie przewidzieli. Usprawnili tylko całość i sprawili, że gra się jeszcze przyjemniej. Dlaczego? Po pierwsze – każdy z możliwych do przyjęcia kompanów pyta, kim ma zostać w naszej grupie i to od naszego wyboru zależy jego klasa postaci. Dzięki temu tworzymy drużynę taką, jaką chcemy. Po drugie – w grze przychodzi taki moment, w którym możemy resetować rozwój każdej postaci oraz przydzielać punkty na nowo. Sam musiałem skorzystać z tego na szczęście tylko dwa razy, ale myślę, że mniej obeznanym z takimi tytułami, może się to rozwiązanie przydać. Po trzecie, ilość umiejętności i mnogość rozwiązań jest tak duża, że wiele starć można prowadzić na różne sposoby. Po czwarte (i najważniejsze, tu mały protip dla tych, którzy dopiero rozpoczną przygodę z grą) – dajcie któremuś z towarzyszy umiejętność rozmawiania ze zwierzętami. Nie ominie Was dzięki temu ciekawe zadanie, a i można się dowiedzieć co nieco o otaczającym świecie. Po piąte i już ostatnie – w drużynie przydaje się elf. Elfy zjadają bowiem części zwłok, które znajdziemy w świecie gry. Nie tylko działa to na nie jak mikstura leczenia, ale także dowiadujemy się sporo o zmarłych postaciach, czy miejscach wartych odwiedzenia. I muszę się powtórzyć jak w poprzednim akapicie – to co wymieniłem to znów jest tylko mała cząstka tego, co dali nam autorzy.

Czwarty plus – walka. Podczas gry w pierwszą część Grzechu Pierworodnego odniosłem wrażenie, że niektóre walki były dołożone trochę na siłę i można było ich uniknąć. Podczas obcowania z dwójką wszystko wydaje się bardziej wyważone. Walk jest trochę mniej i niektórych można uniknąć, ale wciąż każde wygrane starcie daje dużo satysfakcji. Szczególnie, że teraz nasi przeciwnicy mają w większości przypadków dwa rodzaje pancerza – fizyczny i magiczny. Ważne jest więc odpowiednie manewrowanie umiejętnościami postaci oraz badanie wrogów. Dzięki dwóm kliknięciom wiemy, na jaki żywioł nasz oponent jest odporny, a jaki zada mu większe obrażenia. Kolejna rzecz to wykorzystanie otoczenia – w czasie prawie każdej potyczki w okolicy znajdują się beczki z różnymi substancjami, które można zniszczyć. Możemy więc najpierw zniszczyć beczkę ze szlamem, a potem strzelić w ten obszar ognistą strzałę lub rzucić tam granat, ewentualnie czar ognia. Całość się zapali i sprawi, że przeciwnik ulegnie podpaleniu i będzie tracić życie co turę, chyba, że ktoś rzuci na obszar jego działania np. czar deszczu. Oczywiście wszystko, co opisałem powyżej, AI również potrafi i bardzo szybko próba załatwienia w ten sposób oponentów może obrócić się przeciwko nam.

Plus numer pięć – oprawa audiowizualna. Larian Studios wiedzą, że jeśli coś jest dobre i zdaje egzamin, to wystarczy kilka niedużych zmian i wszyscy będą zadowoleni. I dokładnie tak jest w tym wypadku. Graficznie jest bardzo ładnie, a niektóre widoki zapadną wam w pamięci. To samo dotyczy potyczek. Efekty na postaciach, rzucanie czarów, elementy otoczenia wykonane są solidnie i nie można mieć do nich żadnych zastrzeżeń. Udźwiękowienie również wykonano na bardzo wysokim poziomie. Warto podkreślić, że prawdopodobnie (a przynajmniej wszystkie, w których brała udział moja postać) prawie WSZYSTKIE MOŻLIWE dialogi są dubbingowane, co w tak dużym tytule wymagało wielkich nakładów pracy. No i ten narrator, którego można słuchać w nieskończoność.

Szósty plusik – polska lokalizacja. Gra miała swoją premierę we wrześniu 2017 roku, ale dopiero niedawno dostała polskie napisy. I ciesze się, że przez natłok pracy zagrałem dopiero teraz. Z angielskim nie mam problemów, ale gra jest tak ogromna, że pewnie nie trudno byłoby o błąd. Co do samej lokalizacji, to zdarzają się nieduże potknięcia, ale przy takiej ilości ścian tekstu do przetłumaczenia, po prostu musiały się trafić. Najważniejsze jednak, że pomimo odpuszczenia gry przez polskich wydawców, sami twórcy pokusili się o lokalizację. Nasz rodzimy język będzie również dostępny na konsolach PS4 oraz XONE w sierpniu w chwili premiery.

Divinity: Original Sin 2 jest grą absolutnie zasługującą na najwyższe noty. Larian Studios wykonało ogrom pracy, by odbiór drugiej części Grzechu Pierworodnego był jeszcze lepszy niż jedynki i w pełni im się to udało. Te wszystkie wypunktowane przeze mnie powyżej plusy to tylko preludium do najlepszej gry RPG, jaka powstała od czasów drugiej części Baldur’s Gate. Mógłbym pisać więcej o walkach, dyskusjach między postaciami, NPCami z którymi aż chce się zamienić choć słowo i setkami zakamarków do zwiedzenia. Mógłbym, ale stracilibyście całą radość z gry. A po co to komu? Dajcie zarobić autorom i zatraćcie się w świecie Rivellonu.

PS. Jeśli kampania na kilkadziesiąt godzin to mało, twórcy zaimplementowali tryb Mistrza Gry oraz Arenę, które dodatkowo wydłużą rozgrywkę.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC

Divinity: Original Sin 2 / Deweloper: Larian Studios / Wydawca: Larian Studios / Strona Oficjalna.

  • Blaze OniShiAku

    Czekam na konsolową premierę, jedynka pokazała że klasyczne rpgi dalej są kozackie. Dwójka to jest mój must have. Świetna recka.

    • Krzysiek Talajczyk

      Dzięki wielkie 🙂

      A co do wersji konsolowej to sam czekam i będę chciał ją sprawdzić. Oczywiście wybiorę innych towarzyszy i nie stworzę bohatera, tylko wybiorę jednego z dostępnych. Chcę poznać te wszystkie historie 🙂

      • Blaze OniShiAku

        Rozpisane jak w Quest Logu 😀