Disney Infinity 3.0

Wbrew temu co sugeruje dystrybutor znaczkiem PEGI na pudełku, Disney Infinity 3.0 to gra dla dzieci w wieku 25+. Dla każdego fana pamiętającego Lay’s Tazo z motywami z „Edycji Specjalnej” to oczywiste, że Disney wybierając Gwiezdne Wojny na temat przewodni tegorocznej wersji oraz wypuszczając z tej okazji serię rewelacyjnych figurek przedstawiających bohaterów sagi,  nie celuje wcale do siedmioletnich fanów swoich animacji.  Ilu dziedziców naszej geekowej spuścizny będzie miało tyle samo frajdy ze strzelania „jako pierwszy” Hanem Solo, co my? Poza tym, spójrzcie tylko na te fantastyczne figurki!  Czy chęć ich posiadania to wystarczający powód do zagrania w produkcję Disneya?

Obecna generacja konsol nie rozpieszcza fanów Star Wars. Jeśli multiplayer to dla Was zbyt odległa gejmplejowo galaktyka, to utrzymane w niepoważnej,  kreskówkowej stylistyce, mocno uproszczonej pod względem rozgrywki DI 3.0 jest praktycznie jedyną nową pozycją pozwalająca odwiedzić to uniwersum. Czy fani Gwiezdnych Wojen faktycznie znajdą  tutaj coś więcej poza obłędnie zaprojektowanymi i wykonanymi figurkami?

Całe Disney Infinity zbudowane jest wokół konceptu ogromnego, tematycznie miksującego wszystkie marki Disneya huba,  zwanego „Placem zabaw”. Możemy po nim swobodnie się poruszać, rozmawiać z postaciami go zamieszkującymi, wykonywać proste misje, odblokowywać rzeczy przydatne w rozgrywce, urządzać  wirtualny dom, wreszcie tworzyć własne, a także rozgrywać wykreowane przez innych graczy poziomy. Na szczęście dla tych, którym wizyta Darthem Vaderem na Tatooine  wydaje się odrobinę bardziej atrakcyjna niż bieganie Elsą po Disneylandzie, istnieją tzw. „Światy”, czyli oddzielne fabularne kampanie, traktujące tylko o dramatycznej sadze rodu Skywalkerów i to właśnie na nie chciałbym zwrócić waszą uwagę.

Elementów składających się na DI 3.0 jest tak wiele, że łatwiej się w tym pogubić niż w formalnych relacjach między Republiką, a Federacją Handlową. Aby zacząć grać potrzebujecie zestawu startowego, który zawiera płytę z grą, dwie przepiękne figurki postaci, statuetkę odblokowującą kampanię oraz czytnik tych wszystkich plastikowych bajerów. Zła wiadomość jest taka, że Starter Pack w temacie SW występuje jedynie w komplecie z kampanią „Zmierzch Republiki”. Dobra wiadomość z kolei to fakt, że można czasem upolować na serwisach aukcyjnych zestawy dołączane do PS4, które z kolei zawierają kampanię „Powstanie przeciwko Imperium”.  Inną niż w podstawce kampanię można oczywiście dokupić oddzielnie. Do tej pory ukazały się, wspomniane wcześniej „Zmierzch Republiki”, „Powstanie przeciwko Imperium” oraz, oparte o Epizod VII, „Przebudzenie Mocy”. Dostępne są też rozszerzenia atrakcji „Placu zabaw” oraz „Dyski Mocy”, które m.in. rozszerzają umiejętności postaci lub odblokowują bonusowe stroje, ale uwierzcie mi, to nie są dodatki, których szukacie.

Wszystkie trzy kampanie skonstruowane są w bardzo podobny sposób i oferują podobną rozgrywkę. Zazwyczaj fabuła zabiera graczy po kolei do znajdujących się na różnych planetach lokacji-hubów, w ramach których wykonujemy zadania fabularne i misje poboczne. Mamy również okazję polatać i powalczyć w ograniczonej przestrzeni kosmicznej. Od pewnego momentu  możemy dowolnie przemieszczać się między lokacjami, chociażby po to, aby zbierać znajdźki i wykonywać  zadania poboczne. Od czasu do czasu trafiają się liniowe, korytarzowe sekwencje jak bardzo fajny początek do „Zmierzchu Republiki” lub strzelaniny na szynach w stylu StarFox. Przez większość czasu jednak biegamy swobodnie po lokacji korzystając z mechanik otwartego mini-świata.

Pod względem mechaniki dostajemy miks platformówki, strzelaniny i slashera oraz okazjonalnie wyścigi. Oczywiście wszystko w uproszczonym wydaniu, co nie przeszkadza jednak czerpać przyjemności z rozgrywki. Podrzucanie wrogów mieczem świetlnym i żonglowanie nimi strzałami z blastera nie jest może w stylu Star Wars, ale od czasów Devil May Cry bawi nieustannie. Dodatkowo możemy prowadzić pojazdy i dosiadać niektórych zwierząt. Każda figurka, którą postawimy na czytniku to możliwość gry inną postacią posiadającą trochę inne umiejętności zarówno podstawowe jak i specjalne. Jedi i Sithowie walczą oczywiście głównie mieczami świetlnymi i posługują się mocą, podczas gdy reszta starwarsowego towarzystwa do rozwiązywania problemów przeważnie używa pięści i wszelkiej maści blasterów.

Każda z postaci niezależnie zdobywa punkty doświadczenia, które możemy przeznaczyć na rozwój statystyk i odblokowanie kolejnych specjalnych umiejętności. Tych, którzy na słowo „niekanoniczny” nie reagują przeciągłym „nooooo” ucieszy pewnie fakt, że o ile posiadamy odpowiednią figurkę i uda nam się znaleźć odpowiadającą jej znajdźkę, możemy każdy poziom rozgrywać dowolną postacią. Nie ma więc przeszkód, aby zasiąść za sterami Sokoła Millenium jako Boba Fett, czy Darthem Vaderem ramię w ramię z Lukiem walczyć przeciwko Separatystom w czasie Wojen Klonów. Jest to o tyle fajne, że gra oferuje tryb kooperacji na podzielonym ekranie, co dzisiaj jest taką samą rzadkością, jak możliwość obejrzenia oryginalnej wersji Nowej Nadziei.

Czy zatem moc jest silna w DI 3.0? Z punktu widzenia hardcorowego gracza będącego na „ty” z Kylem Katarnem i HK-47, niestety nie. Rzecz nawet nie w tym, że któryś z elementów jest wyjątkowo zły (poza wyścigami na Tatooine w „Zmierzchu Republiki”), ale jest tutaj wszystkiego po prostu za mało, wszystko dzieje się za szybko, a zwycięstwo osiągamy z łatwością, niczym Ewoki nad doborowym odziałem Imperium. I nie mam na myśli tylko poziomu trudności, który co prawda można podnieść, ale ze względu na uproszczony system walki wraz z nim podnosi się tylko nasza frustracja, a nie satysfakcja. Każda liniowa sekcja trwa zdecydowanie za krótko, a zadania wykonywane w hubach mogą znudzić swoją prostotą i powtarzalnością. Jeśli mamy coś odnaleźć to będzie to właściwie tuż za rogiem. Jeśli mamy jakąś zagadkę do rozwiązania (a przypominam sobie właściwie tylko jedną, ze „Zmierzchu Republiki”) to jest ona banalna.

Elementy platformowe, przypominające pod względem mechaniki serię Ratchet & Clank, kończą się zanim na dobre się zaczną. Podobnie zresztą jak same kampanie. Każdą można ukończyć w czasie ok. 3 godzin. Misje poboczne to właściwie upierdliwe robienie w kółko tych samych czynności, więc jeśli nie będzie nam zależało na znajdźkach, po zobaczeniu napisów końcowych nie mamy właściwie co robić. Zdecydowanie za mało, za prosto i za krótko, jak na cenę, którą trzeba zapłacić za pojedynczą kampanię. Nawet jak odejmiemy wartość prześlicznych figurek, które dostajemy w komplecie. A te świetne figurki to co innego! Są jak tatuaże. Jeśli macie jedną, może uda się wam na tym poprzestać… (Na pewno! – dop. Prez). Jeśli zdobędziecie drugą, to na niej się nie skończy. Jeśli zechcecie kupić je wszystkie, śmiało możecie zadłużyć się u Jabby na 10.000 Imperialnych Kredytów.

Skłamałbym jednak gdybym napisał, że obcowanie z DI 3.0 nie sprawiało mi przyjemności. Głównym zadaniem gry wydaje się bowiem być nie satysfakcja z gejmplejowej zawartości, ale nostalgiczny przegląd pocztówek z wyprawy do ukochanego uniwersum. I to momentami wychodzi jej bardzo dobrze, mimo tego, że obraz odległej galaktyki przedstawiony jest dość prosto. Każdy ze „Światów” celuje trochę w innych fanów Star Wars, ale każdy znajdzie tutaj znajome elementy. Co prawda kampania „Zmierzch Republiki” oparta na serialu animowanym „Wojny Klonów” potrafi zirytować fatalnym polskim dubbingiem (na szczęście można go zmienić na angielski, ale wtedy zmienia się również język napisów) i częstą obecnością Jar Jar Binksa, ale potrafi również zaintrygować fabułą zaczynającą się od małego twistu.

„Powstanie przeciwko Imperium” będące wariacją na temat epizodów IV-VI, oferuje znacznie więcej geekowych uniesień dla starszych fanów. Wariacją, bo wydarzenia w grze wyglądają nierzadko zupełnie inaczej niż w filmach. Nieścisłości jak Luke posługujący się mocą i mieczem świetlnym zanim pozna Obi-Wana czy rozegranie największego twistu fabularnego w historii kina na Hoth, wcale jednak nie denerwują. Wpisują się w luźną konwencję całości, a takie podejście do kanonu pozawala nam na przeżycie kilku ściskających za nerdowskie serce momentów. No bo jak się nie uśmiechnąć kiedy dostajemy możliwość pracy na zlecenie dla Jabby czy wejścia do wnętrza pojazdu Jawów?

Zwiedzania okolicy Mos Eisley na grzbiecie Banthy nie muszę chyba reklamować.  Dużo frajdy daje oczywiście pobyt na Hoth, gdzie natrafiamy się na jaskinię Wampów lub odpieramy, w jak najbardziej kanoniczny sposób, atak sił Imperium. Wiązanie linką nóg AT-AT nigdy się nie znudzi. Zaskakuje natomiast wizyta na Endor, gdzie atrakcje, które właśnie tam znajdziemy, prezentują się zdecydowanie najlepiej. Cieszy możliwość korzystania chociażby z lotni Ewoków, czy speedera 74-Z. Walka na piechotę z AT-ST i polowanie na nie za pomocą prymitywnych pułapek dostarcza sporo emocji. Podobnie zresztą jak obydwa ataki na Gwiazdę Śmierci. Jeśli wiec mielibyście wybrać jedną kampanię z DI 3.0, najlepiej gdyby było to właśnie „Powstanie przeciw Imperium”.

Najwięcej problemu z oceną mam w przypadku „Przebudzenia mocy”. Zasiadając do tego tekstu chciałem wytknąć jej jak najwięcej nieścisłości z fabułą filmu. Były one tak duże, że podejrzewałem, iż są wynikiem bardzo ograniczonego wglądu developera w scenariusz filmu. Nie ma tutaj nawet śladu po najważniejszych wątkach, postacie nie posługują się umiejętnościami znanymi z filmu, a jednej istotnej bohaterki brakuje w ogóle. Są za to wydarzenia, których w filmie nie było wcale. Jeśli wierzyć jednak przeciekom na temat tego, co wycięto podczas montażu, zmiany względem kinowej wersji mogą mieć więcej wspólnego z filmem niż sądziłem. Przynajmniej z jego pierwotną wersją. Potwierdzać to może fakt, że w grze pada np. nazwa planety, która w filmie dostała bezimienną, ale bardzo znaczącą rolę.

Niektóre drugoplanowe postacie, których rolę ostatecznie ograniczono, w grze dostały nie tylko więcej linii dialogowych, ale nawet całe dodatkowe sceny. Zdjęcia z planu filmowego i przedpremierowe materiały promocyjne sugerują, że może być to nie inwencja własna twórców gry, a pozostałość po bardziej rozbudowanej wersji filmu Abramsa. Czy to oznacza, że kampania „Przebudzenie Mocy” jest istotnym uzupełnieniem kinowego obrazu? Nawet jeśli tak, jeśli miałby to jedyny powód kupna tego „Świata”, polecam zapoznać się z tymi fragmentami inaczej niż kupując „Przebudzenie mocy” do DI 3.0. Jest to niestety najgorzej wykonana ze wszystkich kampania. Widać, że developerom zabrakło czasu i po początkowym bardzo fajnym hubie, nie natrafiamy już na nic naprawdę interesującego. Z drugiej strony, jak inaczej zdobyć  figurkę charyzmatycznej Rey?

Oprócz trzech oficjalnych kampanii możemy własnoręcznie wykonać poziom w klimacie Star Wars lub rozgrywać te przygotowane przez innych graczy. Niestety, pomimo bardzo dużych możliwości dostępnego w DI 3.0 kreatora i ogromu pracy włożonej przez niektórych domorosłych twórców, nie zastąpią one przygód od developera. Często też robione przez fanów poziomy nie działają tak, jak powinny i aż dwukrotnie udało mi się zawiesić w trakcie gry konsolę.

Po mniej więcej 9 godzinach wszystkich kampanii, samotnemu graczowi z Gwiezdnych Wojen pozostaje w DI 3.0 oprócz bajecznych figurek niewiele. Ci, którzy dzielą domową konsolę z własnymi latoroślami lub młodszym rodzeństwem, mogą do tego doliczyć wartość dodaną w postaci wspólnego zwiedzania uniwersum dzięki trybowi kooperacji. Marka Star Wars faktycznie ma przyciągnąć do gry dorosłych, ale samo Disney Inifnity najwięcej zabawy dostarczy jednak siedmiolatkom. Dzięki temu wspólnemu, interaktywnemu doświadczaniu Gwiezdnych Wojen, całkiem nieźle nadaje się do zarażania najmłodszych padawanów pasją do przygód w odległej galaktyce. Fakt, że potrafią się przy tej marce doskonale bawić różne pokolenia, jest jej największą zaletą.

Autor: Tomek Pieniak

Platforma: PS4

Disney Infinity 3.0 / Deweloper: Avalanche Software / Wydawca: Disney Interactive Studios, LucasArts / Strona Oficjalna.

  • Jakub Antoniuk

    Tomek, wspomniałeś, że inne kampanie niż startowe należy dokupić. Popraw mnie jeżeli źle zrozumiałem, kupując DI 3.0 dostaje ograniczoną do jednej kampanii grę (powiedzmy, że jest to rozbudowane, bardzo drogie demo) ale nie muszę kupować dodatkowych figurek, co prawda nie pogram „jak Lucas przykazał” ale da się. I zgaduje, że mając starter nie mam dostępu do treści z DI 1 i 2.0

    • Tomek Pieniak

      Kupując starter dostajesz:
      – dostęp do głównego huba z jego wszystkimi atrakcjami (możesz np. tworzyć własne poziomy)
      – JEDNĄ kampanię czyli tzw. „świat” („Zmierzch Republiki”)
      – dwie figurki które pozwalają grać głównymi bohaterami dla danej kampanii (Anakin i Ashoka)
      Nie musisz niczego więcej dokupować, chyba, że chcesz grać innymi postaciami, wtedy kupujesz odpowiednią figurkę i musisz w danej kampanii odblokować ją znajdując odpowiednią znajdźkę (choć część postaci jest odblokowana na starcie).
      Jeśli chcesz rozegrać pozostałe kampanie to musisz kupić oddzielne „światy”, które są w komplecie z dwoma figurkami postaci grających w nich główne role. (dla „Powstania przeciw „Imperium” to będzie Luke i Leia, a dla „Przebudzenia Mocy” Rey i Finn)
      Jeśli chcesz zagrać w kampanie z poprzednich części to musisz kupić odpowiadające im „światy”, ale choć sam ne grałem są one podobno dużo słabsze od tych Star Wars.

      • Prez

        To skąd wziąć figurki Vadera lub Fetta?

        • Tomek Pieniak

          Vadera kupisz bez problemu oddzielnie w MM czy innym Saturnie.
          Z Fettem jest problem bo na razie jest on dostępny tylko w bundlach DI 3.0 z PS4 i PS3. Ale na początku 2016 mają go zacząć sprzedawać również oddzielnie.