Dishonored: Death of the Outsider

Outsider – legendarna, centralna postać w uniwersum Dishonored. Outsider daje moce, a potem patrzy, jak świat płonie. Niby nigdy nie namawia do złego. O nie, on jest niczym przebiegły przełożony w korporacji, który wywiera akurat tyle nacisku, ile trzeba, wspomni coś tu, wspomni coś tam, a po godzinie stoicie w kuchni z zakrwawionym nożem w jednej dłoni i pudełkiem zepsutego mleka w drugiej.

Outsider musi odejść – takie oto hasło wymyśla sobie Daud, po czarnookim bóstwie i Corvo, najważniejsza chyba postać Cesarstwa Wysp. To on w końcu lata wcześniej zamordował Cesarzową, rozpoczynając ciąg wydarzeń, który nie chce się po prostu skończyć. Daud, jak każdy starzejący się zły człowiek, szuka winnych za swoje grzechy. Postanawia więc, że to wszystko sprawka tego wychudzonego faceta w rurkach z makijażem pod oczami. Kiedyś młodzież była w końcu inna. Oprócz nienawiści do wyborów modowych Outsidera, Dauda napędza chęć zmiany świata na lepsze, czyli pozbycia się bóstwa.

Jednak to nie Daud jest bohaterem Death of the Outsider, a jego była protegowana, Billie Lurk. Billie jest chyba równie doświadczona przez los, co pozostałe postaci z uniwersum Dishonored, ale w przeciwieństwie do takiego Corvo czy Emily, nie spędziła kilku lat leżąc na poduszkach w pałacu. To miła odmiana od standardowej już fabuły głównych części, które przecież polegają na zabiciu lub wyeliminowaniu arystokratów, aby nasi arystokraci mogli wrócić na tron. I pewnie, prawowita Cesarzowa w sumie jest lepszą opcją niż jakaś żadną władzy wariatka, ale nie zmienia to faktu, że Cesarstwo Wysp nie wygląda na najbardziej sympatyczne miejsce do życia.

Wiele można mówić o projekcie poziomów serii, ale żadna z części nie wykazała się chyba takim mistrzostwem jak Death of the Outsider. Jeden z poziomów to… napad na bank, co idealnie pasuje do faktu, że Lurk jest morderczynią, złodziejką i generalnie bandytką. W banku zaś szukamy pewnego przedmiotu, który przyda nam się do zabicia boga. Ale aby dowiedzieć się, że ów przedmiot tam jest, musimy przeszukać niezliczone pomieszczenia i pozbawić nieprzytomności wielu strażników.

W Dishonored: Death of the Outsider najbardziej podoba mi się to, że tym razem twórcy zdają się kierować nas bardziej na drogę bezwzględnych morderców niż aniołów kładących strażników obuchem do snu. Oczywiście da się wciąż przejść grę bez zabicia kogokolwiek, ale wydaje się to trudniejsze niż dotychczas. A Billie to zabójczyni, nie protektorka i w zasadzie nic nie powstrzymuje jej przed dokonaniem zemsty na świecie, który ją zniszczył i odrzucił. Jak wszyscy wiemy, Karnaca to prawdziwe siedlisko niegodziwości, tajnych organizacji, korupcji i złowieszczych urzędników. To tylko zachęca do rozprawienia się z nimi wszystkimi w jak najbardziej krwawy sposób.

Billie nie ma do dyspozycji tego samego arsenału co rodzina cesarska, ale i tak nieźle radzi sobie z przeciwnościami losu. Oczywiście nie może ona używać mocy pochodzących od Outsidera, gdyż przekazanie jej takiej potęgi wymagałoby zmiany tytułu na „Suicide of the Outsider”, a to nie było aż takie fajne. Lurk musi więc polegać w znacznej mierze na swoich zabójczych gadżetach, które otwierają przed nią nowe możliwości i sposoby zabijania. To miła odmiana, ponieważ bez zdolności specjalnych gra wydaje się być bardziej wymagająca od poprzedniczek (chociaż trzeba przypomnieć, że Dishonored 2 też można było przejść bez używania mocy).

Jednak Billie posiada pewną zdolność specjalną, która powinna spodobać się fanom Sagi Lodu i Ognia – nasza protagonistka może kraść twarze nieprzytomnych postaci niezależnych. Przypomina to trochę przebieranki w stylu Hitmana, ale całość jest o wiele bardziej klimatyczna. W końcu każdy może zakosić cudze ubranie, ale tylko Billie potrafi ukraść czyjąś twarz! Ta zdolność razem z gadżetami pozwala na różnorodne podejście do każdej misji i nie chodzi tu tylko o wybór między cichym skradaniem się w cieniu, a otwartą rzeźnią bez hamulców. W końcu różnorodność to znak firmowy serii. W połączeniu ze znacznie podwyższonym poziomem trudności, Death of the Outsider oferuje wyzwanie, które jest nagrodą samą w sobie.

Kłopot w recenzowaniu gier z serii Dishonored jest taki, że człowiek ma ochotę od razu zarekomendować granie, zamiast pisać recenzję – cała masa smaczków i ciekawych rozwiązań w sferze rozgrywki aż się proszą, żeby poznawać je samemu. Projektanci zadbali o to, żeby zawsze było tu coś nowego do znalezienia, żeby zawsze coś się działo. Gra pozwala nam grać tak, jak lubimy, a do tego prezentuje niesamowicie piękny i toksyczny świat. Grzesiu to lubi.

Autor: Prez

Platforma: PC, PS4, Xone

Dishonored: Death of the Outsider / Deweloper: Arkane Studios / Wydawca: Bethesda / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od polskiego wydawcy – firmy Cenega.

  • ParkerPL

    Dzisaj skończyłem Dishonored 2. Trochę późno, ale przynajmniej od razu wyskoczę w dodatek, bo nie czuję jeszcze przesytu. Dobrze przeczytać, że trzyma poziom. Muszę sobie tylko odświeżyć historię Dauda z dodatków do jedynki.

    • Retribution

      Nie musisz 😛 Co do dodatku pozostawia spory niedosyt i lęk 🙂 nospoilerpolicy

  • Aleksandra Alyss Białek

    Dishonored jest jedną z moich ulubionych serii growych (zaraz obok Mass Effect’a i Dragon Age’a). Projekt lokacji, muzyka, przepiękne jednak czasami niepokojące obrazy, oraz wylewający się z ekranu brud i okrucieństwo to coś dzięki czemu pokochałam ten świat całym sercem. Miałam lekkie obawy przed odpaleniem DotO, ale na szczęście dodatek okazał się jeszcze lepszy od poprzednich odsłon. Bille jest postacią pełną charakteru, a sama fabuła bardziej interesująca. Moce dostarczyły mnóstwa zabawy i pomimo braku systemu chaosu i tak planuje przejść dodatek jeszcze nie raz. No i czekam z nadzieją na kolejne części. : )

    Ps. Muszę się przyznać, że nie czytam zbyt wielu tekstów na stronie więc nie wiem jak wyglądają twoje inne recenzje Prez, ale tu mam trochę zastrzeżeń. Po pierwsze słowo „Outsider” pada zdecydowanie zbyt dużo razy. Nie wiem czy w pierwszym akapicie te powtórzenia były specjalnie, czy nie, ale jednak mnie to boli. Tak samo w drugim. I sam tekst… jest… nie wiem. Nie czytało mi się go najlepiej.

  • Uważam, że Dishonored 2 to gra mojego życia (no, może poza MGS na szaraka) nie sądziłem, że tak doskonale będę się bawił planując każdy ruch, skacząc po dachach, i zwalniając czas niczym QuickSilver. Gra stoi grywalnością. Na dodatek czekałem i za kilka dni zacznę ogrywać- póki co kończę DMC.