DiRT Rally

Paweł Płocharski z podcastu DoDechy napisał dla nas profesjonalną recenzję profesjonalnej gry rajdowej, jaką jest DiRT Rally. Warto się z tekstem zapoznać przed ewentualnym zakupem gry – Prez.

Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem jedna gra nauczyła mnie tak wiele. Po zaledwie kilkunastu dniach nauczyłem się jak należy słuchać, jak wejść w fazę zen, nabrałem pewności siebie, a na koniec zrezygnowałem z wakacji w Grecji. Oto motoryzacyjny Dark Souls, znany jako DiRT Rally.

Na samym początku muszę się do czegoś przyznać. Wychowała mnie ulica. W zasadzie to wychował mnie tor wyścigowy. Od kiedy pamiętam, zawsze ścigałem się na cyfrowych zamkniętych torach o utwardzonym przez walce podłożu. Z rajdami miałem mało wspólnego, choć zawsze uwielbiałem je oglądać. Jednak uczestnictwo w nich – nawet takie wirtualne – graniczyło z absurdem. Wąskie leśne ścieżki, urwiska, brak rywali i nieustająco wydzierający się gość, który twierdzi, że chce mi pomóc. Druga sprawa, to fakt, że przez kilka lat mieliśmy przestój w grach rajdowych.

Aż do teraz. Jeśli przez ostatnie miesiące spotkaliście wśród niektórych graczy dziwne zachowania to nie musicie się aż tak bardzo przejmować. Drgania powiek, wypowiadanie cyferek pod nosem – to norma. Świat gier przeżywa wysyp gier traktujących o rajdach, więc miłośnicy tej dzieciny motorsportu są już z pewnością na skraju wytrzymałości nerwowej. Najnowszym pretendentem do miana gry rajdowej roku jest DiRT Rally od Codemasters.

Po średnio udanym DiRT: Showdown, mistrzowie kodu (ktoś jeszcze pamięta jak studio nazywało się oryginalnie?) uderzyli się w zderzak i wrócili do deski kreślarskiej. DR to efekt 4 lat pracy. Z przyjemnością mogę zakomunikować, że trud i wysiłek w pełni się opłacił.

Już od samego początku, zaledwie kilka chwil po włączeniu gry dostajemy komunikat skierowany do „ludzi ulicy”. Niczym reklama leku, informuje grzecznie, że zanim zaczniecie grać, może lepiej się z kimś skonsultować. Choć gra faktycznie zawiera pojazdy zwane samochodami, to jest to coś zupełnie innego. Pilot jest waszym panem, należy być odważnym i pod żadnym pozorem NIE ŚCINAĆ ZAKRĘTÓW.

Jasne. Oczywiście. Po nerwowym przeklikaniu wszystkich zbędnych komunikatów, zaczynamy pierwszy odcinek. Ot tak, bez przygotowań, nauki, samouczków. Na dzień dobry dostajemy Mini z lat ‘60 z napędem na przód i krętą trasę w Grecji. Co może pójść nie tak? Szybkie odliczanie i gaz do dechy (wink, wink)!

Nie minęła sekunda od startu, a mój kolega, który czyta sobie książkę na fotelu pasażera, już ma do mnie pretensje. Zasypuje mnie liczbami i po chwili wrzuca informację, że czeka mnie uroczy zakręt (acute). Jak miło z jego strony!

Jak się jednak okazuje wcale nie był to radosny zakręt, bo po chwili podziwialiśmy go do góry nogami. Ok, zdarza się. Restart. Jedziemy znów. Tym razem mocno nadwyrężam tarcze hamulcowe małego Brytyjczyka i zostawiamy zakręt za nami. Zero pochwały od pilota. Znów zarzuca mnie informacjami. W dodatku zbędnymi. Przecież widzę, że ten zakręt przede mną jest delikatny.

Pamiętacie, co mówiłem na początku o nie ścinaniu? Restart. Sytuacja powtarza się kilkadziesiąt razy. Zaczynam się irytować. Zamiast się jednak poddawać przyjmuję inną strategię. Podchodzę do gry na świeżo. Przestaję analizować każdy zakręt i skupiać się na najmniejszych detalach. Wiecie, że średnio człowiek podejmuje około 24 decyzji na minutę? Kierowca rajdowy podejmuje ich 250.

Zakładam słuchawki i wsłuchuje się w głos pilota. Kilka prób i przypomniałem sobie, o co chodzi w rajdach. Tutaj nie ma czasu na zajmowanie się duperelami. Tutaj nie ma przeciwników na trasie. Gdyby byli, to nasz mózg by eksplodował. Przy wyścigach rajdowych trzeba osiągnąć ten dziwny stan umysłu, w którym jesteśmy tylko my, droga i głos pilota, który trzeba zintegrować z naszymi odruchami bezwarunkowymi. A przecież to „tylko” gra!

Udaje mi się w końcu ukończyć etap. Nie jestem najlepszy, ba, do lidera mam prawie minutę straty, ale jestem z siebie szalenie dumny. W międzyczasie gra instaluje się na dysku i otwiera dostęp do wszystkich jej dobroci. Przy okazji dowiaduję się, że trasa, którą jeździłem, była w Grecji. Nigdy tam nie pojadę.

Nie ma co owijać w bawełnę. Gra się niesamowicie, nawet na padzie, choć prawdopodobnie wasz kciuk nie jest przyzwyczajony do aż tak nerwowego szarpania gałką. Jeśli macie kierownicę, to nawet nie wiem, po co jeszcze czytacie ten tekst. Może chcecie się przekonać, co ma do zaoferowania sama gra? Służę pomocą.

Po pierwsze tryb kariery, który jest rozbudowany bardziej niż się tego bym mógł spodziewać. W pierwszej kolejności wybieramy samochód na start. Nie spodziewajcie się, że od samego początku zasiądziecie w najmocniejszych i współczesnych potworach. Gra przewiezie was przez całą historię wyścigów rally, rozpoczynając od lat ‘60. To dobrze, bo warto pamiętać, od czego to wszystko się zaczęło. Ostatecznie w całej grze dostępnych jest 25 samochodów i wbrew pozorom jest to ilość, która w zupełności wystarczy by zapewnić setki godzin dobrej zabawy.

Mamy też naszą ekipę. Nasz główny mechanik jest nam oddany i wierny, ale resztę trzeba zatrudnić samemu na określoną ilość rajdów. W zależności od dostępnego budżetu, możemy decydować jak bardzo utalentowany zespół zbudujemy. Dzięki temu będziemy mogli szybciej i sprawniej naprawiać samochód pomiędzy odcinkami, a jest to zaleta na wagę złota. W dodatku, jeśli będziemy przedłużać kontrakty naszym mechanikom, to dostaniemy możliwość szybszego ulepszania aut, a co za tym idzie – bicia kolejnych rekordów. Jeśli nie mamy zaufania do naszej ekipy, możemy nawet sami pogrzebać w ustawieniach samochodu, by jeszcze lepiej przygotować go na dany odcinek. Ja jednak zaufałem profesjonalistom.

W karierze możemy brać udział nie tylko w rajdach, ale i w zawodach rallycross i hillclimb. To pierwsze to wyścigi na zamkniętych torach z 3 przeciwnikami, więc jeśli komuś brakuje bezpośredniej rywalizacji, to tutaj znajdzie coś dla siebie. Hillclimb to zawody, które są ogromnym wyzwaniem nie tylko dla kierowcy, ale i dla pojazdu. Jak nazwa wskazuje, musimy wspinać się nieustannie pod górę, więc samochód pracuje na najwyższych obrotach.

Gra nie narzuca nam, w której kategorii powinniśmy się ścigać. Jeśli tylko stać nas na zakup samochodu, to w każdej chwili możemy skupić się na dowolnym rodzaju wyścigów. Każdemu jego szuter.

Jeśli tryb kariery to nie wasza bajka to są oczywiście jeszcze inne. Możemy tworzyć własne turnieje, sprawdzać się na konkretnych odcinkach lub grać po sieci. W trybie sieciowym mamy wyzwania rodem z MMO. Daily, weekly, monthly. Brzmi znajomo? Każdy z tych trybów to specjalny odcinek (lub odcinki), które trzeba pokonać zdefiniowanym samochodem (lub autem z danej grupy) – oczywiście w jak najkrótszym czasie.

To wszystko byłoby jednak nieistotne, gdyby nie grało się dobrze. Na szczęście gra się fantastycznie. Każdy samochód zachowuje się kompletnie inaczej. Nie mówię tutaj tylko o napędzie i mocy. Cały balans samochodu, jego waga, zwrotność i gabaryty – wszystko jest niesamowicie wręcz przygotowane. Nie można też zapomnieć o nawierzchni, która też może w kilka chwil zmienić absolutnie sposób, w jaki musimy reagować na każdy zakręt, a kombinacji jest wiele. Możemy jeździć po piasku, kamieniach, betonie, asfalcie, śniegu. Czy wspominałem, że dodatkowo w każdej z tych kombinacji może padać? Może. Dorzucić do tego możemy też jazdę w nocy.

DiRT Rally to bardzo wymagająca gra i często nie wybacza najdrobniejszych błędów. Wystarczy, że na zakręcie jedno z kół za bardzo wydostanie się poza trasę, by po chwili smakować korę z drzew. Jeśli jednak jesteście uparci, to za każdym razem będziecie rozumieli, że to nie wina gry, tylko wasza. Próbujecie jeszcze raz, i jeszcze jeden i jeszcze jeden. Tutaj nie ma opcji cofania czasu, która jest tak popularna w innych grach. Jeśli zaliczycie dzwon, ale samochód jest jeszcze sprawny, to do was należy decyzja czy warto dotoczyć się do mety i naprawić szkody, czy zaczynać wszystko od początku. Odcinki zazwyczaj zajmują około 5 minut i choć wydaje się, że to bardzo mało, to ilość sytuacji gdzie prawie zlecieliście ze zbocza sprawi, że 15 razy zastanowicie się, zanim wybierzecie opcję „RESTART”.

Graficznie nie jest źle, jest wręcz bardzo dobrze. Fakt, takie gry jak DriveClub czy Forza Motorsport bardzo nas rozpieściły, ale tutaj mamy zupełnie inny rodzaj rozgrywki. DR chodzi na autorskim silniku EGO, nad którym Codemasters pracuje od 2008 roku. To bardzo dobry silnik. Gra chodzi bardzo płynnie, nie ma tu mowy o zwolnieniach animacji czy doczytujących się teksturach. Widoki natomiast przyjdzie nam podziwiać wyłącznie na powtórkach, bo podczas rajdu nie ma na to po prostu czasu. Innymi słowy, grafika jest na wystarczająco wysokim poziomie, by zapewnić bardzo mocną immersję. Samochody są oddane bardzo dokładnie, mamy pełen model zniszczeń, a w okolicy cały czas coś się dzieje. Za znak czasów uznałem fakt, że nad głową coraz rzadziej przelatywały mi helikoptery, które zostały wyparte przez drony. Z dziennikarskiego obowiązku chciałbym na koniec dodać, że gra na PS4 chodzi w 60 klatkach przy 1080p, natomiast przy Xbox One rozdzielczość zredukowano do 900p.

W parze z grafiką idzie dźwięk. To jak realistycznie oddane jest każde burknięcie, świst i zgrzyt, będzie powodować ogromny uśmiech na ustach każdego fana motoryzacji, a nie jest to proste, szczególnie gdy w tym samym czasie zgrzytacie zębami po kolejnym nieudanym zakręcie. Jeśli jesteście ciekawi, czy w grze jest jakaś ścieżka dźwiękowa, to prawdopodobnie nadal nie rozumiecie, o co chodzi w wyścigach rajdowych. Z drugiej strony, przybiję piątkę każdemu, który jest w stanie przy tej grze słuchać czegokolwiek innego niż pilota i dźwięku silnika.

Jeśli potrzebujecie odmiany od zamkniętych torów pokrytych idealnie przygotowanym asfaltem, lub od świecących zabawek, w których głośniki robią więcej hałasu od silnika, to ta gra jest zdecydowanie dla was. Jeśli tylko nie wymiękniecie, to poziom satysfakcji, jaki otrzymacie w zamian za dobrze przejechany odcinek, będzie nieporównywalny do jakiejkolwiek innej gry wyścigowej. Do zobaczenia w lesie!

Autor: Paweł Płocharski

Platforma: PC, PS4, Xone

DiRT Rally / Deweloper: Codemasters / Wydawca: Codemasters (Cenega w PL) / Strona Oficjalna.

  • Wojciech Klewicz

    Bardzo dobra gra, nic dodać, nic ująć… Ale polecam tylko granie na kierownicy 😉