Diablo III: Przebudzenie Nekromantów – recenzja czytana

Witaj przyjacielu. Być może zechciałbyś odpocząć chwilę i wysłuchać mej historii? Zwą mnie Kronikarzem. Przemierzyłem świat Sanktuarium wzdłuż i wszerz. Byłem w Tristram, kiedy książe Aidan zszedł do podziemi katedry, by walczyć z demonem zwanym Diablo. Widziałem triumf i upadek tego legendarnego wojownika. Podążałem jego śladem, kiedy zmagał się z piekielnymi mocami, które stały się jego częścią.

POBIERZ

Byłem w karczmie, kiedy Mroczny Wędrowiec stracił panowanie nad duszą Pana Grozy i moce piekielne opanowały świat. Walczyłem ramię w ramię ze śmiałkami, którzy postanowili przeciwstawić się złu. Byłem w Kurast, by stanąć twarzą w twarz z Mefisto, zadałem ostateczny cios, kiedy padł Diablo i żegnałem swoich towarzyszy, którzy wyruszyli w pogoń za Baalem. Zwycięstwo okupiliśmy krwią i rozpaczą tysięcy gardeł. Jednak zło tylko czekało w uśpieniu.

Kiedy anioł Tyrael spadł z niebios, znów musiałem chwycić za miecz, stając do walki z hordami Beliala i Azmodana. Zwiedziłem krainy, o których dotychczas jedynie słyszałem opowieści. Widziałem cuda, ale widziałem też koszmary, o których śnić będę już do śmierci. Pochowałem mojego przyjaciela, Deckarda Caina. Myślałem wtedy, że nie spotka mnie już nic gorszego, ale wkrótce miałem być świadkiem wielkiej zdrady i śmierci niewinnej dziewczyny. Znowu stanąłem oko w oko z Panem Grozy i znowu wbiłem miecz w jego plugawe serce.

Tym razem równowaga została zachwiana bezpowrotnie i choć Diablo przegrał, konflikt dobra ze złem miał się już nigdy nie skończyć, a losy świata przypieczętowała zdrada Archanioła Maltaela. Tysiące bohaterów wyruszyły na pustkowia, niegdyś zwane północnymi stepami, by walczyć w imię chwały i bogactwa. Ja jednak powróciłem do Zachodnich Królestw. Zabrakło mi cierpliwości i chęci do dalszej walki – Sanktuarium nie było już tym samym miejscem, co niegdyś. Brakowało mi moich starych przyjaciół, którzy już dawno odeszli z tego łez padołu. Brakowało mi motywacji do dalszej walki, zaś bogactwa i oręż, które tak bardzo kusiły młodych wojowników, dla mnie były jedynie zbędnym żelastwem. Myślałem, że już nigdy nie stanę do walki, ale wtedy pojawiła się ona…

Mój stary druh, Ezechiel, był nekromantą. Przebyliśmy razem wiele dróg i pokonaliśmy setki potworów. Był wielkim i dzielnym człowiekiem, a jego moc wprawiała w osłupienie nie tylko przeciwników, ale i nas – jego drużynę. Ezechiel zginął w Pandemonium. Zabiła go nieuwaga, głupi przypadek. Kiedy magiczny pocisk rozpłatał mu czaszkę, widziałem jak życie ucieka z niego przez oczy. Spędziliśmy w podróży całe lata, ale niewiele o nim tak naprawdę wiedziałem. Dlatego zdumiałem się wielce, gdy u progu mej sieni stanęła młoda, na oko dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która podała się za jego córkę. Miała na imię Lilith i od dziecka praktykowała mroczną sztukę nekromancji. Jej ojciec zadbał o nią, zapewniając jej ochronę, dach nad głową i odpowiednią ilość złota. Teraz jednak złoto się skończyło, a młoda nekromantka spragniona była wielkiej przygody.

Młodzi nie rozumieli natury walki ze złem. Dla nich wojna była sposobem na zdobycie doświadczenia, bogactw i chwały. Za nic mieli zasady, a pokory nie widać było spod kolorowych, świecących szat, którymi się odziewali. Lilith była taka sama. Iluzja w postaci kościanych skrzydeł miała odstraszać przeciwników i imponować lokalnym mieszkańcom, choć dziewczyna stawiała dopiero pierwsze kroki na polu bitwy. Kiedyś na takie ornamenty musieliśmy sobie zasłużyć, teraz można je było nabyć za garść monet. „Pokaż mi lepiej co potrafisz: – rzuciłem przez zaciśnięte usta i wyszedłem na dwór, by osiodłać konie.

Nie mieliśmy konkretnego celu. Całe Sanktuarium stało przed nami otworem. Dziewczyna nazywała to przygodą, ja bezcelowym marnotrawieniem wolnego czasu. Świecidełka mnie nie interesowały, a walka obrzydła – zbyt wiele pojedynków stoczyłem, by cokolwiek mnie jeszcze zaskoczyło. Nekromantka myślała, że jej sztuczki mi zaimponują, jednak widziałem je już nie raz, kiedy razem z jej ojcem przemierzałem morze trupów w pościgu za odwiecznym złem. Wtedy mieliśmy zadanie, dążyliśmy do ostatecznego starcia w imię ludzkości. Przygoda, na którą wyruszyłem z młodą Lilith nie miała mieć końca. Brzmiało to jak kara za grzechy.

Nekromantka posługiwała się mocami, które skupiały się na śmierci. Odór zwłok i kałuże krwi były jej sprzymierzeńcami, a martwe truchło wstawało na jej zawołanie. Podążały za nią szkielety, zakapturzone duchy magów, a nawet wielki golem, złożony z rozerwanych kawałków ciał różnych potworów. Lilith nie musiała właściwie brać udziału w walce – jej sługusy załatwiały więszkość problemów, a ona wykańczała niedobitków z dystansu. Nie byłem jej potrzebny, więc obserwowałem wszystko z boku. Muszę przyznać, że jej magia robiła wrażenie. Ścierwo pokonanych wrogów wybuchało w fontannach krwi, a lecące z niego kości wbijały się w potwory jeszcze stojące na własnych nogach. Makabrycznym widokom towarzyszyło ciągłe klekotanie kości walecznych sługusów.

Lata temu jej ojciec walczył podobnie. Było jednak coś nowego w magii Lilith, coś czego nie byłem w stanie zrozumieć – potrafiła ona zmieniać taktykę i nagle, zamiast atakować z dystansu, rzucała się w sam środek walki, porzucając swoje szkielety i całą energię kierując ku sobie. Jej magiczna kosa cięła wtedy na lewo i prawo niczym kły wielkiej, niewidzialnej bestii, a zaskoczeni wrogowie nie mogli ani się bronić, ani uciekać. Było coś eleganckiego w jej ruchach. O wiele ciekawiej oglądało się ją w starciu niż jej walczących bez ładu i składu sługusów, którzy swą liczebnością przesłaniali cały widok.

Zlecane nam misje były krótkie i mało ekscytujące. Tęskniłem za dawnymi wyprawami. Czekałem na dzień, w którym coś się zmieni, płonne były jednak me nadzieje. Być może dlatego tak ochoczo rzucałem się w magiczne szczeliny razem z Nekromantką. Obserwując jak rośnie w siłę, chętniej stawałem do walki z najmocniejszymi przeciwnikami, szukając choć krzty emocji. Szukając tego dreszczyku, którego tak mi brakowało. I owszem, czasem poczułem lekką dozę ekscytacji, ale było o nią ciężko, kiedy cały czas spędzaliśmy w tych samych miejscach, siekąc ciągle te same potwory. Ze wstydem zauważyłem, że po cichu marzy mi się kolejny kataklizm, nowy, niepokonany wróg i nowe, nieznane krainy, które przyjdzie nam zwiedzać.

Kto wie? Może kiedyś?

Autor: Prez

Platforma: PC, PS4, Xone

Diablo III: Przebudzenie Nekromantów / Deweloper: Blizzard Entertainment / Wydawca: Blizzard Entertainment / Strona Oficjalna.

Dodatek otrzymaliśmy do recenzji od Monday PR.

  • Jędrzej Mąkosa

    Mega spoko. Aż zaserduszkowałem.

    • Prez

      Dzięki wielkie. Muszę popracować jeszcze nad tą formą, ale cieszę się, że się podoba.

  • Krzysiek Talajczyk

    Początki bywają trudne, ale brawa za podjęcie wyzwania. Oby więcej takich tekstów i wersji audio. Brawo 🙂

  • FWG21

    Wszedłem mimo, że ograłem dodatek bo marudzicie na podcaście, że recek nikt nie czyta. No to wchodzę, patrzę, że PEREZ i jestem zaskoczony! Jakbym nic nie wiedział o diablo to wyszedłbym z podobną wiedzą ale forma napisanego tekstu i te widoczne odniesienia do bezsensownego grindu, do bezpłciowej rozgrywki pozbawionej celu i serca…. aż mi słów brakuje <3

    • Prez

      Wyszedłem z założenia, że każdy zna Diablo 🙂 Dzięki za ten komentarz, aż chce mi się więcej pisać!

  • Prez

    Kochani podmieniliśmy audio – lektorem został tym razem Cooldan, któremu sztuka ta wyszła o niebo lepiej! Koniecznie posłuchajcie!

  • Sasilton Mihawk

    Obrzydliwy „dodatek”.