Dead Cells

Studio Motion Twin jeszcze niedawno kojarzyli tylko miłośnicy gier mobilnych oraz przeglądarkowych. Po ponad 15 latach tworzenia, ekipa, która pracuje we francuskim Bordeux, wypuściła na światło dzienne Dead Cells (żeby być dokładnym – gra w maju 2017 roku pojawiła się na Steam w ramach wczesnego dostępu, a 6 sierpnia tego roku miała premierę jej wersja 1.0). Warto było czekać, żeby w końcu położyć łapki na tym tytule. Mamy bowiem mocnego kandydata na indyka roku!

Czym jest Dead Cells? Mamy tu do czynienia z RogueVanią (tak piszą o swoim tytule sami twórcy, chociaż moim zdaniem Rogue Lite byłoby chyba lepszym określeniem) z rozgrywką w 2D. W grze widać inspirację takimi tytułami jak Rogue Legacy, Castlevania: Symphony of the Night, Spelunky, czy Enter the Gungeon, czyli bardzo mocnymi przedstawicielami swoich gatunków. Fabularnie… No cóż, z początku tak naprawdę nie wiemy prawie nic. Odradzamy się w celi jako dziwna, zielona forma komórkowa, która pełznie do leżącego na podłodze ciała. Powstaje w ten sposób wojownik gotowy do walki. I tu zaczyna się cała esencja Dead Cells. Idziemy, zabijamy, giniemy. I tak w kółko.

Zobaczcie fragment rozgrywki Preza:

Motion Twin mocno się postarało, by gracz podczas rozgrywki nie tylko nie nudził się ani przez moment, ale także, by po śmierci próbował jeszcze raz, i jeszcze raz i jeszcze. W ręce naszego wojownika oddano łącznie ponad 90 broni, granatów, pułapek oraz umiejętności. To wszystko sprawia, że każde przejście poziomu jest zawsze inne. Ważne jest również to, że nie ma tu jednej recepty na sukces. Eksterminacja wrogów zależy tylko i wyłącznie od nas, a znalezione w dalszym etapie bronie, czy przedmioty, mogą po prostu pozostać na ziemi (można wymienić je też na złoto po odblokowaniu konkretnej zdolności). Nie ma więc mowy o monotonii, a dodatkowo mapy są generowane losowo. No, prawie losowo. Nie zmieniają się nazwy lokacji, ani klimat, w którym są utrzymane. Co ciekawe, w grze warto sprawdzać każdą ścianę i szczelinę. Każdy etap ma swoje sekrety, które uchylają rąbka tajemnicy fabularnej lub odkrywają ukryte przejścia. Dla tych, którzy lubią grać na tempo, również jest przewidziana nagroda. Niektóre etapy mają drzwi, które zamykają się po określonym czasie rozgrywki. Nagrody za nimi również potrafią być bardzo pomocne dla naszej postaci. I to jest kolejny powód do powtarzania zabawy. Z jednej strony zdobędziemy więcej „komórek” grając wolniej i zaglądając w każde miejsce, z drugiej znowu szybkie przejście do kolejnego poziomu da nam jakąś potężną broń lub umiejętność.

Czas na rozwój naszego wojownika. W grze nie uświadczymy punktów doświadczenia, wymienianych po przekroczeniu pewnego pułapu na konkretną umiejętność, czy obrażenia od żywiołu. Moc, którą ma nasz bohater, zwiększa się dzięki zwojom znajdowanym podczas rozgrywki. Mamy wtedy wybór, który rodzaj uzbrojenia będzie zadawać więcej obrażeń. Zwiększają się też punkty życia. Co ciekawe, każdy kolejny zwój to mniejsza ilość zwiększonego życia. Na dodatek w chwili, w której ukończymy konkretny poziom i przechodzimy do kolejnego, na jego początku zawsze jest przynajmniej dwóch NPC. U jednego z nich wymieniamy komórki na ulepszenie umiejętności lub na przykład szansę wypadnięcia konkretnego rodzaju broni podczas rozpoczynania gry po śmierci. Druga z kolei pozwala nam na mutacje. I tak możemy na przykład pozwolić sobie na jeden zgon podczas rozgrywki, bez konieczności rozpoczynania gry od początku, lub odnawianie życia po zabiciu przeciwnika. I tutaj mała wzmianka o tym, dlaczego Dead Cells to rogue-lite, a nie rogue-like. Otóż nie wszystko, co uda nam się zdobyć, tracimy bezpowrotnie po śmierci. Wymiana komórek jest pernamentna i nie tracimy ich, jeśli zdążymy je wydać u NPC. Mutacje natomiast stracimy po każdej śmierci, tak samo jak zwoje, które zwiększały naszą żywotność. Przychodzi również moment, w którym odblokowujemy jeszcze jednego niezależnego NPC, którego ulepszenia będą z nami na stałe.

Czas na ucztę dla oka i ucha. Dead Cells jest grą osadzoną w dwóch wymiarach, z ręcznie rysowanymi tłami. Animacja postaci stoi na odpowiednim dla retro estetyki poziomie. Jeśli doda się do tego idealnie dobrane udźwiękowienie w postaci muzyki i odgłosów walki, powstaje coś naprawdę widowiskowego. I taki jest właśnie debiut studia Motion Twin na dużych platformach. Ta gra jest idealna. Masz pół godziny i chcesz zdobyć trochę „komórek”, by w końcu odblokować nową umiejętność u NPC? Proszę bardzo. A może wolisz spędzić wieczór na sprawdzaniu, czy bardziej opłaca się zaglądać we wszystkie kąty, niż pędem dobiec do kolejnej lokacji, zanim minie czas zamknięcia się drzwi? Zapraszam. I mógłbym się teraz przyczepić, że znajdziemy tu tylko czterech dużych bossów i łącznie kilkanaście poziomów. Ale po co? Po co, skoro każde ich przejście możemy zaliczyć inaczej i każde z nich naprawdę będzie inne? Mam wielką nadzieję, że francuskie studio pójdzie za ciosem tworząc kolejny tak miodny tytuł. Dla mnie to jest kandydat na indyka roku.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC / PS4 / Xone / Switch

Dead Cells / Deweloper: Motion Twin / Wydawca: Motion Twin / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com.