Dark Souls III

Z powodu problemów dystrybucyjnych moja kolekcjonerska edycja Dark Souls III przyszła dopiero dzień po premierze. Nie wspomnę, że wszyscy już dawno grali. Niektórzy nawet zdążyli wbić platynowe trofeum w wersji japońskiej, która to ukazała się kilka tygodni wcześniej. Wyobrażacie sobie to napięcie, kiedy odpakowywałem pudełko, wyciągałem kolejne elementy zawartości i ogólnie tę dziecięcą radość?

Początki były jak trudna miłość. Wiesz, że kochasz, ale wszystko jest przeciw tobie. Gra dawała mi raz za razem w twarz. Pierwszą postacią, jaką stworzyłem, nie przeszedłem nawet samouczka. SAMOUCZKA. Ja, weteran serii, nie dałem rady najprostszemu bossowi ever. Ba, nie dałem rady nawet kryształowej jaszczurce w etapie wprowadzającym do gry. No, ale nic, zmieniłem postać, zabiłem bossa, a mimo wszystko nadal coś mi nie leżało. Za dużo nawyków z Bloodborne.

Tu dochodzimy do ważnego pytania. Jakie jest Dark Souls III w porównaniu do poprzednich gier studia From Software? Otóż dla mnie najlepszym określeniem będzie „fan service”. To zebranie najlepszych cech z Demon Souls, Dark Souls I i II oraz Bloodborne i solidne wymieszanie. Jasne, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Fani dalej narzekają na układ świata, że nie jest tak genialny jak w jedynce. Szczerze? Marudy znajdą się zawsze. Ja uważam, że to jest piękne pożegnanie z serią pana Mizayakiego. Jeśli graliście, w którąkolwiek z gier od From Software, to znajdziecie tu jakieś odniesienia dla siebie. Jeśli graliście we wszystkie, cóż, wtedy zaleje was morze wspominek. Niektórzy twierdzą, że przesadzono w tym aspekcie, ja natomiast bawiłem się świetnie.

Jeśli ktoś żył pod kamieniem przez ostatnie 7 lat, to pewnie nie zetknął się z żadną częścią serii Souls. Chciałbym wam przybliżyć, o co w tej grze chodzi. Masz jedno zadanie. Umrzeć. Umierać po wiele razy. Spadać w przepaść. Wpadać do pustego szybu windy. Zginąć zadźgany widłami przez wielkiego nieumarłego wieśniaka. Dostać ogromną strzałą wystrzeloną przez giganta na wieży. Zostać spalonym przez gigantycznego demona. Paść od ciosów innego gracza, który postanowił najechać twój świat i pokazać gdzie jest twoje miejsce. Możesz też po prostu zamienić się w kryształ, dzięki magicznej chmurze bazyliszków. Tyle tylko, że nie masz wtedy kliknąć „ładuj poprzedni zapisy gry”. Masz się odrodzić, wziąć w garść, pójść jeszcze raz dokładnie tą samą drogą, zabić tych samych przeciwników, a najlepiej jeszcze tych, co zabili ciebie i iść dalej. Masz umierać od kombinacji ciosów bossa, czy jego specjalnego ataku, a następnie wrócić i pokazać mu, że wiesz już jak tego wszystkiego uniknąć.

Dla jednych wyda się to katorgą, dla innych będzie to powód do dumy. Jeszcze kolejni postawią przed sobą dodatkowe utrudnienia i pokażą to całemu światu. Nie możesz kogoś pokonać zakuty w pełną zbroję z wielkim mieczem i tarczą? A ja, będąc na najniższym poziomie, bez zbroi i gołymi rękoma go zatłukę. Że zajmie mi to pół godziny? Zajmie, ale tobie będzie głupio, że narzekałeś. Tytuł ten jest niezwykły także dlatego, że każdy może w niego grać dokładnie jak chce i po co chce. Pomaganie innym graczom, przeszkadzanie im, zastawianie pułapek, pojedynki PvP, przechodzenie wielokrotne gry na wyższych poziomach trudności, cosplay, speedruny. Wszystko tu jest i tylko od was zależeć będzie, co z tego tortu sobie ukroicie.

Kilka faktów. Do wyboru jest jedna z dziesięciu klas postaci. Każda ma inaczej rozlokowane punkty w cechach i zaczyna z innym zestawem broni i ubioru. Niektórzy posiadają czar, sztuk jeden. Dokładamy do tego prezent powitalny i… Budzimy się na cmentarzu. Dalszy rozwój postaci zależy od nas. Czy będziemy wojownikami, klerykami, magami, pyromantami, zabójcami, czy golasami. W ciągu jednego przejścia gry 5 razy można zmienić statystyki i z rycerza stać się magiem lub na odwrót. Broni i pancerzy jest zatrzęsienie. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Warto wspomnieć, że w tej części nie ulepsza się zbroi, a jedynie broń.

Z nowości w serii, wprowadzono bliźniacze bronie. To znaczy, że choć w ekwipunku zajmują jedno miejsce to w walce dzierżyć możemy dwa identyczne egzemplarze miecza, czy buławy. Jest też jeden wielki miecz, który, gdy przełączymy się na wersję dwuręczną, okazuje się występować w parze ze sztyletem do parowania. Bardzo fajny system i bardzo przypadł mi do gustu. Drugą nowością są specjalne ciosy dla broni trzymanych oburącz, które zużywają nowość trzecią – pasek many. Zgadza się, nie tylko magowie korzystają z many. Może też, dlatego ta nazwana została punktami skupienia? W każdym razie te specjalne ciosy są trudniejsze do ogarnięcia, ale odwdzięczają się specjalnymi ruchami, które potrafią zmylić wroga. Jest nawet jedna walka, która udanie wykorzystuje to rozwiązanie.

Magia, dzięki paskowi many, również się zmieniła. Do tej pory mogliśmy dany czar użyć określoną ilość razy pomiędzy odpoczynkami przy ognisku (odpoczynek ten odnawia także butelki z życiem, maną oraz zaopatrza nas w przedmioty szybkiego wyboru, jeśli jakieś przy sobie mamy). Przykładowo, we wcześniejszych odsłonach serii, mogliśmy 22 razy wystrzelić magiczny pocisk. Tym razem ogranicza nas tylko pasek many i to my zdecydujemy czy rzucimy pięć różnych czarów, czy może 100 razy użyjemy pocisku. Dla mnie to zmiana na plus. Chociaż przyznam, że korzystałem tylko z ograniczonej pyromancji, która jako szkoła, obok tradycyjnej magii, kapłaństwa i czarownictwa, ma najmniejsze wymagania, jeśli chodzi o statystyki postaci. Płonący miecz, od czasów Baldur’s Gate, zawsze na propsie!

Jeśli chodzi o przeciwników to jest dobrze. Są bardziej drapieżni, wymuszają większą ofensywę, a jednocześnie nie czujemy się zalani hordą wrogów jak na przykład w Dark Souls II. Są bardzo niebezpieczni i trzeba mieć się zawsze na baczności i być w pełnym skupieniu. Zdarzało się niejednokrotnie, że rozsmarowywałem bossa po posadzce, by za chwile nie móc przejść przez zwykłego mobka. Przeciwnicy są mocno zróżnicowani i ich design bardzo mi się podoba. Ogry z wielkimi tarczami zmontowanymi z desek z tyłu, żeby nie móc im zaserwować ciosu w plecy. Więźniarki z rozżarzonymi prętami do znakowania bydła. Słynni Srebrni Rycerze z wielkimi łukami. Wreszcie kapłani z całą głową pokrytą gorącym woskiem. Majstersztyk!

Pierwsze przejście, zwane w Soulsowej grupie wsparcia przejściem „na ślepo”, zajęło mi 30 godzin. Oznacza to, że nie korzystałem z Wiki ani porad, tylko sam wszystko próbowałem zgłębić. Dość powiedzieć, że prawie na samym początku zabiłem nieodwracalnie super ważnego NPCa. Cóż mam rzec, poprosił o śmierć… Zawaliłem sporo questów, które w serii nie wyglądają jak przynieś, zanieś, pozamiataj. Nikt nie prowadzi cię za rączkę od punktu A do B. Nie ma też za nie bonusowego doświadczenia (zresztą w ogóle go brak). Często w nagrodę dostaje się gest, który można wykonać w kontaktach z innymi graczami, kiedy indziej unikalny miecz czy pancerz. Robi się je głównie dla fabuły i by poznać lepiej daną osobę. Chciałbym tylko podkreślić, że naprawdę mocno podkręcili trudność i złożoność czynników, które wpływają na pozytywne zakończenie historii postaci niezależnych.

W każdym razie, ciągle gram pierwsze przejście, gdyż poszukuję ominiętych przedmiotów. Pracuję też nad reputacją w kilku dostępnych przymierzach. Niestety w tym momencie muszę dojść do jedynego właściwie minusa tej gry. Otóż w części przymierzy trzeba zwiększyć reputację w celu otrzymania unikalnego czaru bądź pierścienia, niezbędnych do wbicia platynowego trofeum (mowa o PS4). Przymierza z założenia dotyczą kontaktów PvP i częstokroć automatycznego przyzywania jednego gracza do świata drugiego. Nie działa to jednak. W jednym z najbardziej niedziałających nie miałem jeszcze żadnego przyzwania od 20 godzin, a potrzebuję 30 razy zakończyć swoją misję sukcesem, co samo w sobie nie jest już proste. Szczęściem można te przedmioty czci uzbierać farmiąc konkretne typy wrogów, ale jest to upierdliwe i trwa niemiłosiernie długo… Zostało mi właśnie tylko to przymierze, a jestem w połowie swej drogi.

Czy warto zainteresować się tym tytułem? Jeśli nie graliście nigdy w żadną część serii Souls zacząłbym od Bloodborne. Chociaż Dark Souls III jest bardzo przystępne dla nowych graczy to jednak ma za dużo odniesień do poprzednich gier. Chociaż z drugiej strony, jak tak teraz o tym myślę, to wszystko zależy od tego, czy chcecie zagłębiać się w lore. Jeśli nie, to jest to świetna gra cRPG z niezwykłym systemem walki. Mapy są świetnie skonstruowane i nie powodują zawrotów głowy. Są solidnie zakręcone i stanowią wyzwanie, ale nie na tyle, by rozrysowywać je sobie na kartce. Do tego jest sporo sprytnie pomyślanych skrótów pomiędzy nimi. Nie napisałem niczego o grafice, więc na koniec dodam tylko, że nie jest fotorealistyczna, ale ma masę momentów, w których stoisz i wciskasz print screen! Polecam.

Autor: Winfrid

Platforma: PC, PS4, XOne.

Dark Souls III / Deweloper: From Software / Wydawca: Bandai Namco Entertainment / Strona Oficjalna.

  • BIGPUN

    Świetna recenzja! teraz z czystym sumieniem mogę iść i kupić tę grę!