Close Combat: The Bloody First

Gry z serii Close Combat zawsze były mi bliskie. Idealnie wypełniały czas, gdy kończyło się kolejną część Blitzkreg, czy Sudden Strike. W ostatnich latach nie miałem zbyt dużo czasu na zabawę w drugowojenne strategie. Chwilę przed premierą nowego Close Combat dowiedziałem się dopiero o jego istnieniu. Spojrzałem na media z gry i wspomnienia wróciły. Przypomniałem sobie całe wieczory spędzane z takimi strategiami, wróciły wszystkie momenty, w których wygrywałem bitwę rzutem na taśmę o 2 w nocy. I nadszedł ten dzień, 4 października 2019 roku. O 20 zacząłem grać w nową grę Slitherine. Skończyłem przed 4 rano. Niewyspany, słaby, trochę wściekły na siebie. Do cholery, przecież to nawet nie jest jakaś wybitna gra! Więc po co mi to było?

Starsi gracze z pewnością pamiętają tę legendarną serię, z której najlepszą chyba była część druga, o podtytule “A Bridge Too Far”. Wcielaliśmy się w niej w dowódców, którym powierzono sukces operacji Market Garden. Gra wydana została w 1997 roku (w Polsce rok później) i do dziś można się przy niej dobrze bawić. Piszę o niej nie bez przyczyny. Do zamówień przedpremierowych na GOG.COM dodawano ją do najnowszej odsłony. A na jaki teatr działań zabiera nas The Bloody First? W trakcie 11 operacji, w skład których wchodzi 36 bitew, poznajemy historię Pierwszej Dywizji Piechoty wojsk amerykańskich podczas II wojny światowej.  Walczymy więc w Tunezji, na Sycylii, kończymy przy operacji “Cobra”, która odbyła się w ostatnich dniach lipca 1944 roku. Kampania do rozegrania jest tylko jedna, gramy podczas niej tylko Aliantami. Na szczęście do rozegrania jest też sporo bitew w ramach gry pojedynczej. Tam już nie ma tego problemu – jeśli mamy ochotę i możliwość – Niemcy, czy Włosi są do naszej dyspozycji.

Nim przejdę do najważniejszego, czyli samej rozgrywki, muszę napisać kilka słów o technicznym aspekcie produkcji. Gra po raz pierwszy w swojej historii jest napędzana w pełni trójwymiarowym silnikiem ARCHON. Wielka szkoda, że dopiero w 2019 roku możemy tego uświadczyć w tej serii. Niestety, wersja, w którą grałem, bez łatek, które potem doszły, daleka jest od ideału. I to pod niejednym względem. Byłbym w stanie przeboleć pewnie niewielkie niedoróbki, takie jak nie ustawiony idealnie czołg, który delikatnie wpada w tekstury. Niestety, ale ten czołg, pomimo dobrego ustawienia, w ciągu 15 minut nie trafił ani razu w umocnienia wroga. Po kilkukrotnym przestawianiu go na różne pozycje, oraz ustawieniu bardziej pod kątem w stosunku do przeciwników, w końcu trafił. I to nie było raz, czy dwa razy. Ta sytuacja potrafiła zdarzyć się kilka razy w ciągu jednej bitwy. Dźwięki w grze również nie należą do światowej czołówki, ale gdy głowa przepuszcza dziesiątki myśli o taktyce na minutę, da się to jeszcze wybaczyć.

No, teraz czas na mięsko – ROZGRYWKA! Gra, jak już wcześniej napisałem, nie jest idealna, ani nawet wybitna. Jednak dzięki prowadzeniu misji i możliwościom taktycznym, wciąga jak bagno. Z perspektywy czasu uważam, że nawet nie musieli teraz przechodzić na ten silnik 3D, tylko dołożyć jeszcze jedną kampanię. Dlaczego? Tutaj trzeba się mocno napocić, by wyjść z jak najmniejszymi stratami własnymi, a przy tym zwyciężyć. Flankowanie, zasłony dymne, wsparcie wysyłane w strategiczne miejsca, które wcześniej odkryją nasi zwiadowcy. Bez tego o wygranej możemy sobie tylko i wyłącznie pomarzyć. A dowództwo nad Wielką, Czerwoną Jedynką amerykańskiej armii to czysta przyjemność. I Operacja Cobra, która na najwyższym poziomie trudności śniła mi się po nocach. Close Combat dostarczyło mi mnóstwo świetnej rozgrywki. Do tego system morale, zmęczenie, pilnowanie amunicji. To wszystko składa się na kawał naprawdę solidnego kodu.

Close Combat: The Bloody First dla fanów strategii drugowojennych to gra prawie idealna. Prawie, bo przez błędy pokroju wspomnianego powyżej czołgu (i naprawdę spore ilości innych, związanych z różnymi jednostkami) są chwile, kiedy człowieka najzwyczajniej w świecie trafia szlag. W dzień pisania tekstu już wiem, że twórcy wypuścili łatki naprawiającą pewne błędy. Jeżeli oprawa audiowizualna nie jest dla was najważniejsza, to powinniście sięgnąć po tę grę, bo dostarczy wam ona wiele emocji i da okazję do rozruszania szarych komórek.

Autor: Krzysiek “Hader” Tałajczyk

Platforma: PC 

Close Combat: The Bloody First / Producent: Matrix Games & Slitherine / Wydawca: Matrix Games & Slitherine / Strona Oficjalna.