Chatka PuchAdka – Kartofel wśród Pyr

Jest ciepła, kwietniowa sobota, zbliża się godzina 10, możemy się zbierać na Pyrkon 2015. Wszystko już gotowe, także wyruszamy! Jescze tylko ważne pytanie – Czy te buty będą pasować do spodni?

W południe ruszamy na Pyrkon 2015!  Słoneczko ładnie grzeje, z głośników gra ścieżka dźwiękowa ze Strażników Galaktyki, dzień zapowiada się znakomicie. Po dotarciu na miejsce witają nas kolejki, bardzo dobrze zorganizowane kolejki.  Obsługa konwentu krząta się po całej okolicy i rozstawia wszystkich tak, by nie robił się tłok. Informują na bieżąco kto i gdzie ma się udać. Pomimo początkowego przerażenia ilością ludzi chcących wejść na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, cała procedura kupna biletów przebiegła sprawnie i radośnie.  Bo jak tu się nie uśmiechać, gdy za plecami stoi Azjata w sukience ze Star Treka, a w kolejce spotyka się człowieka wyglądającego jak Prez, do tego w różowej koszulce w kwiaty. Do biletów (ładnych, zawieszonych na pyrkonowych smyczkach, które są fajną pamiątką) dostaliśmy wydrukowany, czarnobiały informator z godzinową rozpiską wszystkich paneli, prelekcji, a także schemat każdej z hal z opisem stoisk.

W środku przywitało nas jeszcze więcej ludzi, na szczęście teren Targów jest olbrzymi, dzięki czemu zawsze można znaleźć miejsce żeby usiąść i odpocząć. Spodziewałem się, że wielu ludzi przyjdzie przebranych za swoje ulubione postacie, ale to co zobaczyłem w środku przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wszędzie dookoła stali ludzie w kolorowych strojach i, co ważne, w strojach wykonanych z naprawdę olbrzymią starannością. Widać, że polski cosplay stoi na bardzo wysokim poziomie i jeśli ktoś uważa, że cosplay to tylko rozebrane kobiety, powinien mocno przemyśleć swoje zdanie i zobaczyć tych wszystkich ludzi w strojach olbrzymiego Iron Mana, czy coś przypominającego Space Marine z Warhammera. Jeśli czytacie te relacje, to pewnie widzieliście już galerie zdjęć na innych stronach i nie powinniście się dziwić mojemu zachwytowi. Przez cały dzień spotkaliśmy jeszcze wiele postaci z LoLa, czy Batmana, a nawet z Hotline Miami. Dla samych cosplayi warto było przyjechać. Poniżej znajdziecie kilka naszych zdjęć, ale nie jesteśmy fotografami i robiliśmy je telefonem, raczej z myślą o pamiątkach niż zrobieniu profesjonalnej galerii, dlatego też ich jakość pozostawia wiele do życzenia.

Oczywiście nie samym cosplayem Pyrkon żyje. Wejście do którejkolwiek hali powoduje opad szczęki i zbieranie jej z ziemi. To co dzieje się w środku jest niemalże niemożliwe do opisania. Olbrzymie figurki smoków,  metalowy, ruchomy terminator, Bumblebee z transformersów, Alien pełzający po ziemi – to tylko drobna część tego, co można było zobaczyć na halach wystawców. W jednym miejscu zrobiono kącik (albo kąt, bo był dość wielki) postapo, gdzie wchodząc czułem się jak w jednej z krypt w Falloucie. Obok przebranych ludzi stały też wystylizowane samochody. Coś pięknego! Były też wystawy budowli z LEGO, Sokół Millennium, scenki fantasy, samochody (na naszych oczach dzieciak zrzucił jeden z takich samochodów i roztrzaskał się on na małe kawałeczki).

Tutaj też spotkałem znanego wam Arka Cascada Ogończyka, z którym udało mi się walnąć fotkę i pogadać chwilę. Oprócz wystaw było też największe zło Pyrkonu, czyli sklepy. Jeśli jesteś zafascynowany Japonią, lubisz komiksy, gry wideo, fantasy, a dodatkowo uważasz, że fajnie by było mieć jakiś gadżet z ulubionego serialu, to jesteś zgubiony. Rzeczy jakie są sprzedawane na różnorakich stoiskach, uderzają prosto w czerwone, geekowskie serduszka. Figurki ulubionych bohaterów, poduszki, maskotki, ubrania, miecze, jedzenie (!), gry planszowe, komiksy – było tam po prostu wszystko, co tylko można skojarzyć z tematyką Pyrkonu. Biorąc ze sobą 100 zł, wydasz tam 100 zł, biorąc tysiąc, wydasz cały tysiąc. Strzeżcie portfeli, a także uważajcie, jeżeli idziecie ze swoimi kobietami, bo nie znacie dnia ani godziny, gdy ukaże się waszym oczom stoisko z ręcznie robioną biżuterią. Sam walczyłem długo, by nie kupować głupot (kostki do gry) i prawie mi się to udało. Prawie… *bierze łyk Nuka Coli*.

Jeżeli wolicie bardziej prospołecznie spędzić czas, to na Pyrkonie też znajdziecie coś dla siebie. Praktycznie w każdej hali rozłożone były setki stanowisk, gdzie można było pograć w gry planszowe i karciane, oprócz tego wyznaczone były specjalne pokoje do sesji rpg oraz larpów. Poza halami też wiele się działo. Widzieliśmy m.in. grę planszową, w której pionkami byli ludzie, a lektor na bieżąco opowiadał co się dzieje i przyłączał kolejne osoby do gry. Wyglądało to na super zabawę. Dla osób bardziej lubiących słuchać i oglądać przeznaczone były prelekcje i panele dyskusyjne, a także pokazy. Spędziliśmy chwilę oglądając pojedynek (oraz gwałt) wikingów. Zaskoczeni byliśmy faktem, iż ci ludzie nie smyrają się żelazem tylko naprawdę uderzają w siebie mieczami i zapewne po takim pokazie pojawia się niejeden siniak.

W hali dla graczy, gdzie rozgrywano turnieje LoLa, Starcrafta i inne, znalazł się całkiem ciekawy kącik retro. Można tam było pograć w wiele klasyków, m.in. w ponga i stare mariany. Nawet wiecznie marudny Cascad był zachwycony tymże kącikiem, a także faktem, że obok stoiska jego firmy było stanowisko komentatorskie LoLa. W tej samej hali znajdowała się również scena z konkursami ogranizowanymi przez Blizzard, a także wiele mniejszych stanowisk firm mniej lub bardziej powiązanych z elektroniczną rozrywką. Oprócz sklepów z grami, byli tam przedstawiciele portali crowdfoundingowych, redakcja Pixela, cdp.pl oraz sami wydawcy jak np. Artifex Mundi.

Tak po krótce wyglądała nasza wycieczka po Pyrkonie. Świadomie pominęliśmy całkowicie wszystkie prelekcje i wykłady, gdyż Pyrkon odwiedzaliśmy pod kątem sobotniego pikniku rodzinnego i w tej konwencji spełnia się on świetnie. Gorąco polecam zabrać męża / żonę i dzieci na taki konwent i miło spędzić czas. Nawet jeśli niezupełnie zrozumieją oni dlaczego ludzie czekają po 30 minut, żeby zrobić sobie zdjęcie na jakimś tronie z mieczy, lub dlaczego pewien pan chodzi z baseballem i maską kurczaka to i tak gwarantuję, że będą się świetnie bawić. Czy jest coś, na co mógłbym narzekać odnośnie Pyrkonu? Chyba tylko na to, że tak szybko rozbolały mnie nogi i na pewno nie zobaczyłem wszystkiego, co mogłoby mnie zainteresować.