Bombshell

I came to chew bubblegum and kick some ass. And I’m all out of ass… TL;DR: Na samym dole fragment gejmpleju do obejrzenia! Prez.

Interceptor Entertainment zainstniało w świadomości graczy, kiedy ogłosiło prace nad rimejkiem starego, dobrego Księcia, zatytuowanym Duke Nukem 3D Reloaded. Gra niestety nigdy nie ujrzała światła dziennego ze względu na zawiłości między Gearbox, a 3D Realms, chociaż spekuluje się, że prac zaniechano po słabym przyjęciu Duke Nukem Forever. Prawda leży zapewne gdzieś po środku, zresztą wszyscy wiedzą co wyszło z DNF, produkcji, która moim zdaniem wpłynęła na jakość współczesnych „staroszkolnych” gier FPS. W wyniku fali popularności powrotu do strzelanek z czasów, kiedy wszystko było prostsze i miodniejsze, powstała pierwsza, oficjalna produkcja od Interceptor – remake Rise of the Triad, o którym niedawno pisał Jakub.

Po jednym akapicie macie już dwa linki do starszych, dobrych tekstów, o starych, dobrych grach. Piszę o tym, bo recenzowana tu przeze mnie Bombshell grą dobrą już nie jest. Chciałbym żeby ta recenzja potoczyła się inaczej, jako że jestem fanem 3D Realms i kocham Księcia. Chciałbym, bo miło było otrzymać mail od nich z podziękowaniem za recenzowanie nowej gry studia Interceptor. Wreszcie chciałbym, żeby to była dobra gra, bo lubię proste, miodne, staroszkolne produkcje. Geneza powstania Bombshell to znowu wynik prawnych przepychanek pomiędzy Gearbox i 3D Realms. Gra powstała na zgliszczach Duke Nukem: Mass Destruction, nad którym zaniechano prac ze względu na prawa do marki.

Bombshell to gra z gatunku twin stick shooter, powracającego ostatnio do łask (i dobrze). Opowiada ona historię Shelly „Bombshell” Harrison, agentki organizacji Global Defense Force, która w wyniku ataku terrorystycznego straciła rękę. Zastąpiono ją mechaniczną hybrydą ręki, broni oraz sztucznej inteligencji. Dzięki temu prawica naszej bohaterki może zmieniać się w różne giwery, a także odłączyć i transformować (słyszycie ten dźwięk prawda?) w małego, kroczącego robocika, który przez jakiś czas wspierać nas będzie ogniem (często posyłanym w ściany zamiast przeciwnika, ale o tym później). Przy okazji, ręka ma na imię Amiga – bo oczek puszczanych do starych graczy jest tu sporo, chociaż większość z nich jest nijaka.

Fabuła w tej grze nie ma żadnego znaczenia, warto jednak wspomnieć, że szalony doktor odpowiedzialny za tragedię, która spotkała Shelly, połączył teraz swoje siły z rasą kosmitów szykujących atak na Ziemię dla pozyskania surowców. Jeśli jest coś takiego jak najbardziej generyczny scenariusz świata, to właśnie go znalazłem. Grę otwiera scena ataku na Waszyngton i przez chwilę ma się wrażenie, że całość jest hołdem dla Księcia. Przeciwnicy przypominają opancerzone świnie, GDF to tak naprawdę EDF z Duke Nukem Forever, a nijaka Shelly robi wszystko, żeby przywołać na myśl swojego wielkiego poprzednika. Pierwsze skojarzenie to Duke w rzucie izometrycznym – i dlaczego nie, to się może podobać!

Atak kończy się sukcesem kosmitów, którzy porywają panią prezydent (noszącą opaskę na oko w barwach amerykańskiej flagi, fuck yeah Murica!). Shelly wyrusza z misją ratunkową, która zaprowadzi ją na cztery różne planety obcych cywilizacji. Tutaj klimat już się zmienia i z nostalgii po Księciu pozostaje niewiele, jeśli nie liczyć tandetnych, zapętlonych one linerów, które Shelly rzuca zbyt często. Naprawdę, dlaczego ona powtarza te same teksty w kółko? Po dwóch pierwszych etapach ma się już dość słuchania hasła „Za panią prezydent” i „Kto by pomyślał, że kosmici wylądują na trawniku przed Białym Domem”. Najlepszy tekst jaki rzuca bohaterka to „Ilu kosmitów potrzeba do wkręcenia żarówki? Żadnego, wszyscy nie żyją”. Tak żenujących dialogów nie słyszałem od czasu Sacred 3. Gdyby dali mi pączka za każdy zapętlony tekst rzucany przez Shelly w trakcie gry, mógłbym na Tłusty Czwartek obdarować nimi całą grupę Rozgrywki.

Czerstwy dowcip to jedna z dwóch rzeczy, którze w grze najbardziej rzucają się w oczy. Nazwy broni, nawet pomysłowe, takie jak Ion Maiden, czy Motherflakker, mogą się podobać, zwłaszcza jeśli lubi się mało subtelne, szowinistyczne nazwy broni w stylu P.M.S – tak tutaj nazywa się wyrzutnia rakiet, serwująca całkiem niezłe naleśniki z rozpierdolem. Bo właśnie, naleśniki w tej grze wypadają naprawdę nieźle i całe to strzelanie i wybuchy stanowią przyjemną, integralną część rozgrywki, pod warunkiem że kompletnie zignorujemy fabułę i gramy 1-2 levele pod rząd. Sesje dłuższe niż 45 minut powodują niestety opad powiek. A wszystko to dlatego, że drugą najbardziej rzucającą się w oczy rzeczą jest generyczność produkcji.

Generyczny scenariusz to jedno, zwłaszcza w produkcji nastawionej na rozwałkę, jednak Bombshell to festiwal generyczności, który bardzo źle wpływa na odbiór gry jako całości. Ciekawe bronie, ich modyfikacja oraz rozwój zdolności specjalnych bohaterki wydają się być jedynymi rzeczami, nad którymi naprawdę pomyśleli twórcy. Cała reszta już gdzieś była, zazwyczaj zresztą lepiej zrobiona… Tacy chociażby przeciwnicy, czyli ważny element gry, to klony kilku rodzajów potworów, pasujących do siebie jak metalowa pięść do oka. Opancerzone świniaki to fajny ukłon w stronę wiadomo kogo, ale potem mamy już tylko plujące kwasem rośliny, plujące kwasem potwory niepodobne do niczego (choć mające w sobie coś z Xenomorfów), wybuchające kwasem latające owady, małe stworki przypominające chochliki z pierwszego Diablo

Są też levele, które w zależności od planety różnią się stylem, ale design każdego z nich to generyczność przez duże G i bieganie po podobnie wyglądających mapach (te tworzone są w pewnym stopniu nieliniowo, zdarza się tu jednak zbyt często bieganie po ciasnych korytarzach i backtracking) nuży równie szybko jak teksty bohaterki, czy przeciwnicy. Muzyka grająca w tle też nie należy do szczególnie udanych i ma się wrażenie, że możnaby wsadzić ją do każdej możliwej gry, a nikt by nawet nie zauważył. Dużo lepiej jest z dźwiękiem i oprawą wizualną samą w sobie. Silnik Unreal Engine robi swoje, a niszczenie otoczenia i fizyka zniszczeń wspierane przez karty Nvidia to bajerancki ficzer – dobrze to wygląda!

No dobrze, ale czy Bombshell to naprawdę taka zła produkcja? Nie, nie jest taka zła. Gejmplej w małych ilościach sprawia frajdę, zróżnicowane i ciekawe bronie to wielka zaleta, naleśniki serwuje się tutaj godnie, są nawet egzekucje na powalonych kosmitach (niestety są to powtarzające się animacje). Są też bossowie, stanowiący większe wyzwanie niż standardowe mięso armatnie – gra na normal jest do ogarnięcia, ale na trudnym poziomie potrafi dać w kość. Szkoda, że sztuczna inteligencja kuleje, przeciwnicy potrafią nie zaatakować kiedy obok nich przebiegamy lub nie umrzeć, tylko paść na glebę z resztką paska życia i tak sobie leżeć. Amiga też odwala dziwne akcje – wezwana do walki potrafi biegać po mapie i strzelać do ścian, mimo że grupa przeciwników stoi pod nosem. Dziwną decyzję podjęli ludzie z Interceptor Entertainment nie dają możliwości grania w kooperacji. W tak generycznym tytule jak Bombshell druga taka sama bohaterka o innym kolorze pancerza lub pierwszy lepszy wojak z GDF jako partner do wspólnego grania byliby zbawieniem – nie od dziś wiadomo, że WSZYSTKO jest lepsze w kooperacji.

Chciałbym polecić Bombshell, ale nie mogę. Nie w tej cenie. Bo to nie jest zła gra i z pewnością część graczy będzie się świetnie przy niej bawić. Ale w nawałnicy gier tak powszechnej w naszych czasach, recenzent nie może przymykać oka „bo chciałby żeby było lepiej”. Jest zbyt dużo gier i zbyt mało czasu, żeby grać w średniaki, zwłaszcza jeśli się ich nie czuje. Ale kto wie, może poczujecie chęć zagrania po obejrzeniu poniższego gejmpleju? Mam nadzieję, bo bardzo liczę, że gra sprzeda się na tyle dobrze, żeby deweloper mógł zrobić kolejne – jest tu potencjał.

Autor: Prez

Platforma: PC

Bombshell / Deweloper: Interceptor Entertainment / Wydawca: 3D Realms / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy od 3D Realms.

  • Razer

    Shelly bez ręki idealna dla fetyszystów amputacji 😉

    • Prez

      Skąd Ty to bierzesz? 🙂

      • b_one

        to ty nie widziales?

  • sajet1

    Jedna z tych gier, gdzie oczekuje fabuły w początkowym 2minutowym demku i 2minutowym filmiku po przejściu(przypominając sobie , aaa o to chodziło i cool). Sam opis walki w recenzji nie jest jednoznaczny,zawarto design poziomów/bactracking/słabe AI. Crafting i zdolności specjalne, sam feeling strzelania – czyli trzon gry, jak dla mnie trochę za mało o tym, dalej pusta pałka, nie jestem przekonany, ani zniechęcony.

  • Jakub Antoniuk

    A jak Bombshell radzi sobie technicznie? Odświeżony RotT na poczatku potrafili zdrowo dlawić sie nawet na mocnych sprzętach, udalo się tym razem uniknąć takich sytuacji?

    • Prez

      Chodzi bezproblemowo, ale ja mam sprzęt, na którym sprawiające wszystkim problemy MKX i Batman: Arkham Knight śmigały jak złoto, więc ciężko powiedzieć.