BLADE ARCUS From Shining: Battle Arena

W przeszłości, gdy miało się czas na wszystkie gry świata, czyli w liceum i na studiach, zapoznałem się z bijatyką Guilty Gear. Była tak różna od Street Fighterów, Tekkenów czy Mortali, bo miała w sobie nutkę szaleństwa i była mocno mangowa. A to mi zawsze w grach odpowiadało. Nigdy nie byłem w niej mistrzem, choć spędziłem dobre, długie godziny, pykając w tryb single. Kiedy zobaczyłem trailer BLADE ARCUS from Shining: Battle Arena (tak to jest pełny tytuł) pomyślałem natychmiast, że chcę w to zagrać! Wyczułem tego samego świra podlanego sosikiem japońskiej kreski komiksowej.

Nieźle się to wszystko zaczęło. Sporo postaci na start, kilka trybów rozgrywki, w tym fabularny. Dla każdego z wojowników jest napisana osobna historia, pachnąca mi mocno Dragon Ballem. Oto wszyscy pożądają siedmiu magicznych kul. Gdy je zdobędą, będą mogli wypowiedzieć swoje jedno życzenie. Tak samo jak w DB, motywacją dla jednych są poważne rzeczy, takie jak przywrócenie zmarłego do życia, a inni chcą po prostu najpyszniejsze lody na świecie. Tak, lody. Jedno trzeba przyznać, nikt nie chciał białych majteczek. Całość okraszona jest sporej ilości statycznymi planszami, na której bohaterowie wymieniają swoje uwagi. Historie nie są wybitne, ale mają klimat. Poza tym mam słabość do japońskiego audio z angielskimi napisami, a tak tutaj właśnie jest.

W bój wyrusza się w towarzystwie przyjaciela, dobranego z pozostałych fajterów. Pomyślicie sobie, super, że jest tryb TAG, znany chociażby z Tekkena. Niestety nie do końca tak to działa. Można poprosić partnera o atak zza planszy i to w kilku wariacjach, a niektórzy zawodnicy mają zwykłe ciosy wykorzystujące animację przywołania kolegi / koleżanki, co jednak nie wpływa na samo uderzenie. Za to po każdej rundzie pytani jesteśmy, którym z dwójki chcemy walczyć. To bardzo fajne rozwiązanie, bo jeśli nie umiemy sobie poradzić z przeciwnikiem daną postacią, możemy spróbować drugą na tym samym żetonie! Co ciekawe, jest pięć poziomów trudności, ale dopiero na czwartym przegrałem pierwszą walkę. Na trzech pierwszych przeciwnik ledwo się rusza, nie mówiąc o wyprowadzaniu ciosów…

Tutaj dochodzimy do samego systemu walki. Ten jest… ubogi. Mocno. Na padzie mamy tylko cztery przyciski wykonujące akcje: uderzenie ręką, uderzenie nogą, uderzenie bronią, o której za chwilę, i atak partnera. Ten ostatni możliwy jest do wykonania tylko jeśli mamy uzupełnione odpowiednie kryształy. Na start rundy mamy napełnione dwa z pięciu. Ich ilość zwiększa się wraz z trwaniem bijatyki. Jest też pasek specjala, który także można nabić pięć razy i za koszt pojedynczego wyprowadzić jeden z dwóch różnych ciosów. Są też „zwykłe” uderzenia popisowe, których, UWAGA, jest od dwóch (słownie dwóch) do trzech (słownie trzech). Tyle. Niestety odbija się to echem na samych starciach, które są mocno nudnawe i powtarzalne.

Jedno trzeba jednak przyznać walkom – są pięknie rysowane. Animacje ruchu i ataków są naprawdę śliczne. Do tego każda z postaci włada inną bronią. Czasami jest to magiczna różdżka w postaci lodowego rożka, czy loda na patyku, kiedy indziej jest to klasyczna katana, bądź łuk (chociaż ten akurat strzela świetlistymi promieniami). Są też metalowe szpony nakładane na nadgarstki, kiedy indziej parasolka. Mnie osobiście to odpowiada i pasuje do konwencji przyjętej przez tytuł. Wspominałem już o animacjach? Te są wyjątkowo piękne. Oczywiście o ile gustujecie w mangowych klimatach.

W grze jest tryb multiplayer. Niestety tylko raz połączyło mnie z innym graczem. Mimo naszej gotowości do pojedynku, niezidentyfikowany błąd nie pozwolił na wyjście poza lobby. Kolega (sądząc po nicku) nie wytrzymał napięcia i wyrzucił mnie z party. Nigdy więcej nie udało mi się z nikim połączyć. A ustawiałem opcje na maxa, tylko po to żeby zagrać z kimkolwiek, bez względy na ping – nawet z ludźmi z Hondurasu, gdyby jacyś akurat chcieli grać. Dlatego nie mogę ocenić tego trybu. Takżę moje doświadczenia raczej nie zachęcają do bitew w odmętach Internetu.

Podsumowując, BAfS:BA to gra przyjemna, pięknie rysowana, ale uboga w to, co w bijatykach powinno być najważniejsze – system walki. Można w to pograć, naprawdę. Tym bardziej, że łatwo wbić wszystkie achievmenty (dla kolekcjonerów to powinna być zaleta). Na pewno jednak nie porzucę Mortala dla tego tytułu i raczej wy też nie powinniście.

Autor: Winfrid

Platforma: PC

Blade Arcus from Shining: Battle Arena \ Deweloper i Wydawca: Studio Saizensen \ Strona Oficjalna

  • isaakPL

    Podoba mi się bardzo styl graficzny z animacjami.