Black Mirror

Black Mirror to gra przygodowa utrzymana w konwencji gotyckiego horroru, która jest rebootem popularnej swego czasu serii point & click. Twórcy z KING Art Games obiecali odejście od staroszkolnego modelu rozgrywki, na rzecz przygody zbliżonej w swojej formie do gier Telltale Games. Osobiście przygodówki trawię tylko i wyłącznie w filmowej, uproszczonej formie, a Edgar Allan Poe to jeden z moich ulubionych pisarzy, więc z entuzjazmem podszedłem do ogrywania tego tytułu.

Poprzednich przygodówek tego studia nie tknąłem nawet palcem, bo klaszyczne point & click to rodzaj gier, które nudzą mnie okrutnie. Oczywiście słyszałem zachwyty nad The Book of Unwritten Tales, ale mnie do tego niemieckiego studia przekonało dopiero The Dwarves – nietypowy erpeg z ciekawą fabułą, na podstawie powieści fantasy Krasnoludy, autorstwa pisarza Markusa Heitza. Nie był to może hit z najwyższej półki, ale ja bawiłem się z grą naprawdę dobrze. Dlatego też ucieszyłem się, że KING Art Games zabrało się za reboot czeskiej serii o rodzinie Gordonów. To mogłą być idealna okazja, żeby poznać ich losy, a także, kto wie, być może sięgnąć po oryginalną trylogię…

Otwierająca scena, przywołująca nieco Draculę Francisa Forda Coppoli, bardzo mi się spodobała. David Gordon przyjeżdża do rodzinnej posiadłośći w Szkocji, po tym jak jego ojciec w tajemniczych okolicznościach odebrał sobie życie. David ma przejąć w spadku posiadłość oraz przyległe do niej tereny, w czym pomóc ma adwokat Andrew Harrison. Po przybyciu do starego domostwa poznajemy babkę Davida, czyli lady Margaret. Nasz bohater, wychowany w Indiach, po raz pierwszy przybywa do rodzinnego domu, w którym panuje atmosfera daleka od przyjaznej, co już na samym początku można odczuć dzięki zachowaniu babki oraz kamerdynera. Sam dom, stary, ciemny i pełen sekretów, też nie należy raczej do miejsc przytulnych. David będzie musiał rozwikłać tajemnicę śmierci ojca, przy okazji wygrzebując z szafy Gordonów całkiem dużą ilość trupów, co wcale nie spodoba się reszcie rezydentów.

Klimat gotyckiego dreszcowca jest tu wszechobecny i nadaje całości odpowiedniego tonu. Fabuła od razu zachęca do grania, dialogi są dobrze napisane i zagrane, a postaci na tyle ciekawe, że chcemy dowiedzieć się o nich więcej. Niestety, zaraz po wprowadzeniu otrzymujemy pierwsze zadanie, a wraz z nim na jaw wychodzi prawdziwa natura produkcji. Zapomnijcie o prowadzących za rączkę, filmowych doświadczeniach od Telltale Games. Black Mirror to zamaskowana gra przygodowa typu point & click i możliwość grania na padzie tego nie zmienia. Ba, obsługa pada jest na tyle niewygodna, że momentami aż chce się chwycić za myszkę i grać tak jak przystało. Pierwszą godzinę spędzamy na eksploracji domu, którego układ pomieszczeń musimy zapamiętać, żeby odnaleźć się w grze – chodzić po rezydencji będziemy przez większość czasu, a żadnej mapki w grze nie uświadczymy!

System podpowiedzi nie istnieje, a spis zadań do wykonania jest dość enigmatyczny, dlatego niezwykle istotne jest, żeby słuchać uważnie dialogów – to właśnie w ich trakcie często dowiemy się, co należy robić dalej – co oczywiście, moim zdaniem, nie jest wadą. Nie ma tu też okropnego klikania wszystkiego na wszystkim, a przedmiotów do zebrania jest niewiele. Nie zmienia to faktu, że większość czasu musimy chodzić z miejsca w miejsce i zastanawiać się, co zrobić dalej. Przy okropnym sterowaniu, drewnianym poruszaniu się postaci i długim czasie ładowania podczas przejścia z lokacji do lokacji, główny trzon rozgrywki staje się karą dla gracza. Na szczęście fabuła pcha nas cały czas do przodu – chcemy dowiedzieć się, co będzie dalej.

Nie spodziewajcie się jednak żadnego systemu wyborów, czy wpływu na dalszy rozwój wypadków. Cała historia jest bardzo liniowa, a podczas dialogów wybieramy po prostu kolejne zagadnienia, o których musimy porozmawiać. Tak jak już wspomniałem, dialogi oraz ich udźwiękowienie to jeden z największych atutów Black Mirror. O wiele, wiele gorzej jest już z wizualnym wykonaniem tych sekwencji. Zapomnijcie o reżyserowanych scenkach – postaci zazwyczaj stoją w miejscu, a czasem ustawiają się tak, że podczas rozmowy nawet na siebie nie patrzą. Może to i dobrze, bo tak drewnianej mimiki nie widziałem już dawno. Sam chyba też nie chciałbym patrzeć na takiego rozwmówcę z martwym spojrzeniem. Zapomnijcie o Mass Effect: Andromeda. Cholera, nawet Elex wydaje się mieć genialną mimikę twarzy w porównaniu z Black Mirror.

Całość trwa około 5-6 godzin, w zależności od tego, jak dużo czasu spędzicie na ponownym przemierzaniu tych samych miejsc, żeby wreszcie pchnąć fabułę do przodu lub odkryć wreszcie, co należy zrobić. Na ten przykład, żeby ważne dla postępu fabularnego zdjęcie wyświetliło się jako interaktywne, musicie naprawdę blisko do niego podejść, a opcji podświetlenia przedmiotów w grze nie ma. Powodzenia podczas chodzenia nocą ze świeczką w ręku – lizanie ścian macie gwarantowane. Ale na szczęście jest jeszcze w Black Mirror opowiadana historia… Tylko czy jest ona warta poświęcenia tych sześciu godzin na walkę ze skopanym sterowaniem, bohaterem wyłaniającym się spod podłogi po załadowaniu lokacji (autentycznie najbardziej przerażający moment w całej grze), kiepskim systemem podpowiedzi i drewnianą mimiką?

Odpowiedź, niestety, brzmi nie. Mimo że fabuła rozkręca się z każdym kolejnym rozdziałem, to finał jest rozczarowujący. Cała zagadka oraz jej wyjaśnienie jest tylko pretekstem do przedstawienia całości, bo nie jest ani szczególnie zgłębiona, ani szczególnie sensowna. Wiele wątków pozostaje bez odpowiedzi, a niektóre wydarzenia są nielogiczne lub bezsensowne, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że rozmawiamy o gotyckim horrorze, w którym wydarzenia nadprzyrodzone są całkiem normalnym zjawiskiem. Nie da się niestety przedstawić tego, co jest nie tak z opowiadaną historią, bez zdradzania jej szczegółów, dlatego musicie uwierzyć mi na słowo – fabuła nie jest warta drogi przez mękę, która czeka na nas podczas grania… Pamiętajcie jednak, że ja nie jestem fanem klasycznych przygodówek. Możecie zagrać na własną odpowiedzialność.

Autor: Prez

Platforma: PC

Black Mirror / Deweloper: KING Art Games / Wydawca: THQ Nordic / Nordic Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com – możecie ją kupić tu.