Battle Princess Madelyn

Na przełomie marca i kwietnia 2017 roku na Kickstarterze odbyła się zbiórka na grę Battle Princess Madelyn od Casual Bit Studios. Zebrano ponad 212 tysięcy dolarów kanadyjskich, co, w przeliczeniu na naszą rodzimą walutę, daje ponad 636 tysięcy złotych. W tej kwocie zmieściło się 17 z 19 zakładanych przez twórców celów, co można uznać za naprawdę dobry wynik. Jak wyszło?

Ghosts ‘n Goblins, Ghouls ‘n Ghosts – starsi gracze na pewno pamiętają te tytuły. Sidescrollery pełną gębą, wydawane na automatach, Snesach, Commodore 64, ZX Spectrum i wielu innych platformach. I ta gra właśnie taka jest. Platformówka, w której musimy unicestwić swoich przeciwników by uratować królestwo i pomścić śmierć pieska. Tak, piesek księżniczki został zgładzony podczas inwazji sił zła. Na szczęście jego duch będzie nie tylko nam towarzyszył przez całą podróż, ale nawet pomagał. Może on zaatakować naszych wrogów (ma kilka ataków, które odblokowują się wraz z postępem gry) lub pomóc w rozwiązaniu zagadek, które do trudnych nie należą. Ok, mocno się zapędziłem w pisaniu o towarzyszu, a nawet nie wspomniałem jeszcze z kim przyjdzie nam walczyć.

Nasi przeciwnicy to cała plejada gwiazd w postaci zombie, zombie wychodzących z trumienek lub zombie wychodzących z kamiennych grobów. A tak już całkiem serio, to mierzymy się również z wieloma innymi niemilcami pokroju szkieletów, plujących roślin, goblinów oraz demonów. Na nasze szczęście, pomimo początkowych problemów z brakiem lepszej broni, niż rzucana włócznia, z czasem trafiamy na mocniejszy oręż (który ułatwia potyczki z coraz to liczniejszymi siłami zła). Nie samą walką nasza dzielna Madelyn będzie w grze żyć – tytuł ten oferuje też sporo skakania po platformach, uciekania przed spadającymi głazami lub potworami, których nie można zaatakować. Sidescroller jak się patrzy, prawda? Jeszcze słowo o bossach – na naszej drodze stanie ich 12, a wszyscy są ciekawie zaprojektowani i jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to mała ilość ataków, którymi dysponują. Niestety, podczas walk z nimi, czułem się często jakbym tłukł zwykłego moba, który ma więcej punktów życia niż pozostali.

Casual Bit Studios do stworzenia gry użyło silnika Unity, jednak wszystkie elementy rysowane były ręcznie, za co naprawdę należy im się wielki szacunek. Battle Princess Madelyn wygląda naprawdę bardzo dobrze (jak na retro oprawę rzecz jasna), a projekty postaci, przeciwników oraz map potrafią zapaść w pamięć (Evil Sorceress oraz Giant Toy Rabbit wyglądają i ruszają się po prostu świetnie). Kolejnym zabiegiem, który mi zaimponował, jest wykorzystanie dwóch ścieżek dźwiękowych. Za pierwszą z nich, bardziej orkiestralną, odpowiada John McCarthy, znany z Nintendo Quest. Druga to idealna symfonia dla uszu kochających retro – stworzył ją Gryzor87. Współpracował on przy wydaniu albumów takich jak m.in. Zelda 25 Year Legend, Splatterhouse 360, czy Bloody Mirrors z 2010 roku. Z tematów bardziej growych wydał albumy Maldita Castilla, Wizards oraz Donkey Me (skojarzenie tego ostatniego z Donkey Kongiem powinno nasunąć się od razu). I gdyby tytuł od Kanadyjczyków był bardzo dobry, przeszedłbym go pewnie dwa razy, za każdym razem słuchając innej ścieżki dźwiękowej. Lecz Battle Princess Madelyn bardzo dobrym tytułem nie jest. Co więc się nie udało?

Gra ma dwa tryby – w jednym po prostu śmigamy od miejsca do miejsca i tłuczemy się z wrogami, drugim jest Story Mode, gdzie poznajemy całą historię. I do tego drugiego będę chciał teraz nawiązać. Podczas podróży spora liczba miejsc nie ma totalnie nic do zaoferowania. Puste przestrzenie, które kolejny raz zwiedzamy, potrafią mocno zirytować i nie ma możliwości szybszego ich przejścia. Następny kłopot to mała ilość oręża oraz fakt, że czasem po prostu przez długi czas nie dostajemy nic nowego. Nie wiem, czy jest to błąd, czy zamierzone działanie twórców, ale nie raz musiałem powtórzyć etap, bo zbyt długo nie dostałem nic nowego i trafiałem na wrogów, którym po prostu dałem się zabić. Przy orężu można dodać też niewielką ilość ataków ducha naszego psa. Najbardziej irytowało mnie jednak spawnowanie się przeciwników. Nie do zaakceptowania jest fakt, że potrafili pojawić się nagle i to zaraz za moimi plecami, kiedy akurat walczyłem z innymi. Gra funduje nam wtedy szybki zgon i zabawę od ostatniego punktu kontrolnego.

Battle Princess Madelyn to w moim odczuciu tytuł średni, co potwierdzają zresztą oceny w serwisach Steam i Metacritic. Grę polecić mogę zagorzałym fanom retro, którzy na pewno w niej się odnajdą, ale nie sądzę, że przypadnie ona do gustu każdemu. Na koniec jeszcze dwie ciekawostki. Pierwsza – tytułowa Madelyn to również imię córki głównego projektanta gry. Zauroczona Ghouls ‘n Ghosts chciała ona zostać umieszczona w grze, ale jak widać rodzice wpadli na lepszy pomysł. I druga – w pierwszych chwilach bohaterka śmiga tylko w różowej sukience (też niczym ze zdjęć rodziny Obritsch), dopiero po pewnym czasie dostaje kolejne elementy zbroi…

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma : PC / PS4 / Xone/ Switch

Battle Princess Madelyn / Wydawca: Casual Bit Games / Deweloper: Casual Bit Games / Strona Oficjalna.

  • Jędrzej Mąkosa

    Graficznie bardzo mi się podoba. Takie skrzyżowanie Lomaxa z Metal Slugiem.
    Z tekstu wynika jednak, że wieje nudą – co raczej mnie nie zachęci do sprawdzenia tytułu.
    Polecę klasykiem – jak będzie w bundlu.

  • kapitanbudapren

    Miałem nabyć na wyprzedaży, ale sobie odpuszczę. Dzięki.