Battle Chasers: Nightwar

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych, jeden z rysowników tworzący kadry dla kolejnych stron z przygodami mutantów Marvela , zniesmaczony kierunkiem jaki obrała seria, postanowił stworzyć coś swojego. Efektem była seria Battle Chasers, która przykuwała oko specyficznym stylem, łączącym amerykańską i japońską szkołę rysunku. Tytuł stał się dość popularny, kolejne zeszyty ukazywały się niestety bardzo nie regularnie, natomiast ostatni pozostawił fanów bez konkluzji.

Po pewnym czasie, ów rysownik stwierdził, że chciałby robić gry. W efekcie powstały dwie części Darksiders, pełne jego kreski i pomysłów, a po upadku studia odpowiedzialnego za te gry część pracowników założyła nowe. Pod nowym szyldem ruszyli z kampanią na kickstarerze, która zakończyła się sukcesem, czego efektem jest Battle Chasers: Nightwar.

Luźno bazująca na komiksie, gra jest ukłonem w stronę japońskich eRPeGów. Mamy turowe walki, bieganie po mapie, setki przedmiotów, statystyk i oczywiście swoistą wariację na punkcie ratowania świata. Choć tym razem na mniejszą skalę, która jest widoczna także w rozgrywce. Świat nie jest gigantyczny, jak na tego typu pozycje przystało. Akcja rozgrywa się na wyspie, podzielonej na kilka głównych lokacji oraz kilka pomniejszych. Możemy śmiało pchać fabułę do przodu, ale dla zwolenników eksploracji oddano kilka specjalnych miejsc i zadań, które wydłużą przygodę.

Podstawowymi elementami rozgrywki jest walka i zaliczanie kolejnych „lochów”. Wszystkich przeciwników widzimy zarówno na mapie, jak i w lokacjach. Jednak omijanie ich jest tylko możliwe, gdy nasza drużyna przerasta ich poziomem doświadczenia, w dodatku tylko na mapie świata. W Każdej innej lokacji jesteśmy zmuszeni walczyć z nimi, niezależnie od tego czy stanowią dla Nas wyzwanie czy też są tylko na jeden cios.

Same pojedynki rozgrywają się w „klasycznym” systemie turowym. Musimy dbać o kolejność podejmowanych akcji, energię naszej drużyny oraz stan many, która pozwala na mocniejsze ataki oraz inne specjalne umiejętności. Każda z postaci reprezentuję określoną klasę, dzięki czemu po kilku godzinach możemy obrać styl jaki preferujemy. Ciekawostką jest system Overcharge, który działa na prostej zasadzie – każdy atak dodaje nam tymczasowe, dodatkowe punkty many. Możemy je wykorzystać na specjalne ataki, by zaoszczędzić manę, lub w niektórych przypadkach zwiększa siłę ataków. W praktyce sprawdza się to całkiem dobrze, i jeśli opanujemy taktykę to nie powinno być problemu z większością przeciwników. Z naciskiem na „powinno”, gdyż balans jest dość kapryśny.

Wiele walk wygramy bez większych problemów, jednak sporadycznie poziom trudności potrafi skoczyć i byle starcie może zakończyć sie porażką. Wszystko za sprawą ogromnego nacisku na statusy. Korzystanie z podstawowych ataków, na wiele się nie zda. Praktycznie każdą walkę jesteśmy zmuszeni przemyśleć, gdyż odpowiednie rozdysponowanie szkodliwych statusów potrafi zakończyć walkę po jednej turze. Jeśli sprawimy by przeciwnik krwawił, był otruty i jeszcze go podpalimy to, gdy przyjdzie jego tura – zginie od samych statusów. Im szybciej zrozumiemy ten system, tym mniej problemów nam sprawi. Do tego dochodzi jeszcze wariacja na punkcie „limitów” z fajnali oraz wszelkiego rodzaju czary rzucane na oręż oraz zbroję. Mamy także Ogólnie rzecz biorąc system jest dość rozbudowany, momentami aż za bardzo. Jednak dzięki temu większość walk stanowi wyzwanie i daje satysfakcję, a nie jest tylko żmudnym elementem wydłużającym rozgrywkę.

„Lochy”, które przyjdzie nam odwiedzić są generowane losowo z kilkunastu elementów, co w efekcie daje nam dość sporą różnorodność. Odwiedzając to same lokacje po kilka razy, mamy inne rozmieszczenie pomieszczeń oraz co ważniejsze rożne do pewnego stopnia zagadki i dodatkowe zadania. Jedynie wejście i walka z głównym przeciwnikiem się nie zmienia. Każdy z nich możemy zaliczyć na kilku poziomach trudności, w zamian otrzymujemy lepsze nagrody.

Jak by było tego mało to mamy jeszcze dodatkowe zadania, w postaci polowań na specjalne kreatury. Część z nich łatwo znajdziemy, część wymaga dość długiego łańcuszka zadań do wykonania i biegania po świecie. Dość miła odskocznia, dająca często dość dobre nagrody za nasz trud.

Fani wędkowania także znajdą coś dla siebie, choć tutaj trzeba się wykazać sporą cierpliwością do momentu, gdy zdobędziemy odpowiednią wędkę i przynętę. Za złowione ryby możemy dostać specjalną walutę, za którą kupimy unikalne przedmioty u jednego z sklepikarzy. Jest także arena gdzie możemy sprawdzić swoje umiejętności, i zawalczyć o nagrody. Jest, co robić, jeśli tylko mamy na to ochotę. Podobnie jest z tworzeniem własnych napoi, broni oraz zbroi. Jeśli mamy czas to możemy wytworzyć wszystko co potrzebne, jednak proces jest czasochłonny i na dłuższą metę lekko irytujący. Choć fakt że możemy dobierać ilość materiałów by zwiększyć jakość przedmiotu, a tym samym sprawić by był potężniejszy jest miłym dodatkiem.

Oprawa audio wizualna sprawdza się bardzo dobrze. Mimo oszczędności w modelach postaci i lokacjach, wszystko prezentuje się bardzo dobrze – głównie za sprawą stylu przeniesionego z komiksu. Wszystko jest żywe, kolorowe, pełne klimatu fantasy z szczyptą steampunka. Głosy postaci, są dobrze dobrane i przyjemnie słucha się ich dialogów, a melodie przygrywające w tle pozbawione są patosu, dzięki czemu nie męczą. Szkoda tylko, że autorzy nie pokusili się o więcej animowanych wstawek. Wszystkie po za czołówką, zostały przygotowane w stylu animowanego komiksu.

Jedyne, co przeszkadza to momentami strasznie długie wczytywanie lokacji i wspomniane skoki poziomu trudności. Jednak to tylko detale, które nie są w stanie przyćmić satysfakcji płynącej z eksploracji świata i odsyłania wrogów do ich grobów. Pod warunkiem, że tęsknicie za konsolowymi eRPeGami z okresu lat dziewięćdziesiątych.

Autor: Dariusz „Konsolite” Pasturczak

Platforma: PC / PS4 / XO

Battle Chasers: Nightwar / Deweloper: Airship Syndicate Entertainment / Wydawca: THQ Nordic / Strona Oficjalna.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od GOG.