Amnesia Collection

Przyznam się szczerze, że nie grywam w horrory. Nie oglądam też ich na srebrnym ekranie. Zwyczajnie nie jest to typ rozrywki, który mi odpowiada. Interesuję się jednak całą branżą grową i od dawna już bolało mnie, że nigdy nie zagrałem w maszynę dla świń. Tytuł ten przewijał się wielokrotnie w różnych tekstach jako wyznacznik dobrego horroru. Gdy więc pojawiła się okazja, by zapoznać się aż z trzema grami z serii Amnesia w ramach odświeżonej kolekcji, powiedziałem sobie: zróbmy to!

Wspomniane wyżej gry to, w kolejności chronologicznej, Amnesia: The Dark Descent i samodzielny dodatek Amnesia: Justine oraz Amnesia: A Machine For Pigs. Każdą z nich odpalimy osobno, ze wspólnego menu wyboru, do którego trafiamy po uruchomieniu kolekcji. Co ciekawe, nie ma opcji powrotu do tego menu. Żeby ograć coś innego, należy zamknąć aplikację i uruchomić ponownie. Myślę, że to słabe rozwiązanie i przydałby się przycisk „wstecz”.

Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to nie jestem w stanie określić, czy w ogóle zmieniono cokolwiek w stosunku do oryginałów. Najstarszy tytuł pochodzi z 2010 roku i mimo że nie jest to prehistoria, to uważam, że twórcy powinni byli jednak grafikę chociaż trochę podkręcić. Oczywiście gra nie musi być ultra realistyczna, ale rzuca się w oczy fakt, że oprawa wizualna ma swoje lata, zwłaszcza na konsoli obecnej generacji. Niech nikt za to nie waży się powiedzieć złego słowa o dźwięku. Odgłosy i muzyka nadal sprawiają, że 15 minut w grze jest w stanie doprowadzić do palpitacji serca, mimo że, tu również nie można mówić o jakimś szczególnym podpicowaniu względem oryginału.

Przez większość czasu to nasza wyobraźnia i strach są naszym największy wrogiem, jednocześnie popychając do przodu. Niesamowite jak te gry potrafią wzbudzić uczucie zaszczucia i chęć faktycznej ucieczki z wirtualnej lokacji. The Dark Descent oraz A Machine For Pigs są podobne w swej strukturze. Trafiamy do posiadłości, w której coś się wydarzyło i naszym zadaniem jest poznanie tajemnicy tego wydarzenia. Byłoby miło wydostać się jeszcze ze zdrowymi zmysłami z takiej posiadłości. Po drodze zadamy sobie mnóstwo pytań, nie znajdując na wszystkie z nich odpowiedzi. Może być zatem ciężko z tymi zdrowymi zmysłami.

Justine jest w moim odczuciu inną grą. Chociaż zawiera w sobie motywy z podstawowej gry, to rozgrywka różni się od niej i od tej z AMFP. Stawia ona na decyzje o swoim i innych być albo nie być. Nie mam na myśli wyborów w stylu, czy lubię czekoladę, czy kiełbasę, a o decyzjach pokroju uratowania czyjegoś życia kosztem utrudnienia własnego przejścia. Gra opowiada bardziej ludzką historię i wciągnęła mnie najbardziej ze wszystkich. Dodatkowo nie często mamy okazję na wstępie dowiedzieć się, że to właśnie my sami sobie zgotowaliśmy taki los. Nie uznaję tego za spoiler, gdyż mówią o tym pierwsze sekundy gry i nie da się tego przegapić.

We wszystkich tytułach przemierzamy mroczne korytarze, szukając źródeł światła. Brak tego ostatniego powoduje u nas stany lękowe i gra się wtedy dużo trudniej. Pierwsze kroki powinniśmy skierować w poszukiwaniu lampy i oleju do niej, a także krzesiwa do zapalania pochodni. Dlatego też tak bardzo szkoda, że nie zrobiono nic z grafiką. Można by niesamowicie zagrać światłem w tej grze. A tak nadal wszystko jest ciemną albo jasną plamą. Zwyczajnie smutno, bo zaprzepaszczono dodatkowy efekt, który poza dźwiękiem zwiększyłby imersję.

To co jest ostre jak żyleta, to niezwykłe obrazy zawieszone na ścianach. Przyznam, że niejednokrotnie stawałem przy nich i nie bacząc na bohatera lub bohaterkę, a dokładnie ich popadanie w obłęd, podziwiałem je i szukałem w nich wskazówek do dalszej rozgrywki. Jeśli szukacie akcji, to niestety tutaj jej nie znajdziecie. To jest horror, który straszy, ale klimatem, a nie techniką jump scare. Na drodze znajdujemy notatki, zapiski, książki, dzienniki, lokalne gazety i z nich budujemy sobie własną wizję tego, co się wydarzyło. Kim tak naprawdę sterujemy? Czy prtagonista jest przypadkowym przechodniem, czy może siedzi w tym od początku? Co dokładnie się wydarzyło?

Każda z historii opowiedziana w tytułach składających się na kolekcję jest mocna, unikalna i nawet teraz, gdy wracam do nich myślami, wywołują one we mnie uczucie niepokoju. To solidne przygodówki, w których może brak wyszukanych zagadek, ale potrafią wciągnąć na długie godziny. Pamiętajcie tylko, żeby oddychać. Bo mi się czasami zdarzało zapomnieć. Dlatego też zacząłem ten tekst od opisu grafiki, żeby na koniec pokazać wam, jak małe ma ona znaczenie. Nie mogłem jednak o tym nie wspomnieć, bo pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, prawda? Moje pierwsze było negatywne. Jeśli jednak lubicie horrory, to za 120 złotych naprawdę warto kupić ten pakiet. Jest to słuszna cena tak co do ilości jak i jakości gier, które dostaniecie w zamian.

Autor: Winfrid

Platforma: PS4, Xone

Amnesia Collection / Deweloper: The Chinese Room, Frictional Games / Wydawca: Frictional Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.

TwitterFacebook